Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
chaotic-heaven *Chaotic Heaven - blog4u.pl

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj mnie do ulubionych

księga gości

  1. Księga Gości 8
  2. Dodaj do Księgi

mój avatar

12. Plantatorzy wina

Lena wpadła z impetem do mieszkania, miała ochotę wbiec do swojego pokoju, zamknąć się w nim i zacząć wyć w poduszkę jak wilk do księżyca. Jednak kiedy otworzyła drzwi zobaczyła kuchnię i salon wypełnione ludźmi, których widziała pierwszy raz w swoim krótkim, jak dotąd sądziła życiu. Blondynka zmarszczyła brwi i cofnęła się o kilka kroków sprawdzając numer na drzwiach, myślała bowiem, iż wlazła do cudzego mieszkania. Numer jednak się zgadzał. Lena westchnęła głośno i wczłapała z powrotem do mieszkania, w którym jak zdążyła wywnioskować po ilości ludzi i wszech panującym bałaganie, trwała impreza. Omiotła leniwym spojrzeniem wnętrze mieszkania w poszukiwaniu jakiejś znajomej twarzy. Po chwili natrafiła na jedną.
- Agnieszka! – Lena wypatrzyła koleżankę stojącą na balkonie z dwoma przystojnymi Hiszpanami. W kilku susach znalazła się obok radosnej trójki i miażdżąc jednocześnie swym ciałem jak i wzrokiem biedną Agnieszkę wycedziła przez zęby.
- Co tu się dzieje, K O C H A N A?
Dwaj Hiszpanie, którzy stali obok, spojrzeli na Lenę z zaciekawieniem a Agnieszka pisnęła odczuwając niemiłosierny ból w prawej stopie, na którą w afekcie swoich susów nadepnęła jej Lena.
- Masz szpilki wariatko!! – Agnieszka odepchnęła od siebie koleżankę i zaczęła masować sobie stopę w baletce.
- Oj sorry… - Lena struchlała na mement, po chwili jednak powróciła do swojej nieprzejednanej postawy. – To znaczy. . . co tu się dzieje do kurwy nędzy?
- No, mamy fiestę, nie widać? Zaprosiłam kilku znajomych. – Wyjaśniła Agnieszka.
- Kilku znajomych? Przecież tu jest ze 30 osób! Poza tym, skąd Ty znasz tych 30 ludzi? Z ulicy, dworca a może z ławki w parku? – Lena rzuciła Adze groźne spojrzenie.
- Poznałam ich w… - Zawahała się Agnieszka - …w klubie. – Dodała oczekując reakcji Leny.
- W klubie… - Powtórzyła po niej Lena przyglądając się zgromadzonym.
- Przestań robić problemy i enjoy. – Agnieszka westchnęła.
- Proszę…ty mi nie mów dziś, żebym enjoy, ja już mam wystarczająco dużo enjoy jak na jeden wieczór. – Lena wsparła się bezradnie plecami o pobliską ścianę.
- A ja myślę, że Ramiro i Carlos poprawią ci humor i udzielą kilku ważnych lekcji hiszpańskiego. – Agnieszka puściła Lenie oko i weszła z balkonu do mieszkania zostawiając Lenę w towarzystwie soczystych Hiszpanów.



***




Tymczasem w restauracji Victoria i Ricardo bawili się znakomicie. Dziewczyna oczarowana przez mężczyznę prawie zapomniała o księciu. Prawie, jednak nie do końca, jakaś część jej podświadomości cały czas o nim myślała.
- Wydajesz się zamyślona, chciałbym umieć czytać ci w myślach, żeby zobaczyć jaki mają teraz kolor. – Ricardo spoglądał z nad prawie pustego talerza na dziewczynę.
- W tym momencie są różowe. – Victoria była zdumiona tym jak dobrze jej się rozmawia z Ricardem, momentami nie musieli mówić nic a i tak się rozumieli.
- Jestem zaskoczony. – Powiedział nagle Ricardo wyrywając Vicky z zamyślenia.
- Czym?
- Tym jak dobrze mi się z tobą rozmawia, jakby istniała między nami jakaś niewidzialna nić porozumienia. – Ricardo wydeklamował dokładnie to o czym Victoria rozmyślała przed sekundą.
- A wiesz czym ja jestem zaskoczona?
- Czym? – Mężczyzna uśmiechnął się zawadiacko.
- Tym, że jednak umiesz czytać mi w myślach. – Vicky odwzajemniła uśmiech. – Trochę mnie to jednak przeraża. – Dodała.
- Boisz się, że poznam wszystkie twoje mroczne sekrety? – Ricardo puścił dziewczynie perskie oko.
- Hm, bardziej obawiam się o te nieprzyzwoite. – Victoria uśmiechnęła się promiennie a Ricardo wybuchł radosnym śmiechem.
Restauracja powoli robiła się pusta, żeby w końcu zostali w niej tylko Ricardo, Victoria i pies ogrodnika (czyt. ex dziewczyna Ricarda). Para raczyła zmysły wybornym winem a ex co chwilę na nich zerkała kontrolując rozwój sytuacji.
- Wydawało mi się, że o tej godzinie życie w Madrycie dopiero się rozpoczyna. – Victoria spojrzała na zegarek na swoim lewym nadgarstku, była dopiero 23.30.
- Racja, wszyscy przenieśli się do nocnych klubów. – Wyjaśnił Ricardo i uśmiechnął się. – Chciałabyś do jakiegoś pójść? – Dorzucił starając się nie roześmiać.
- Wolałabym nie martwić dłużej twojej żony i dziecka. – Vicky posłała Ricardowi zadziorne pojrzenie a ten nie wytrzymał i roześmiał się radośnie.
- Masz rację, powinnyśmy się już zbierać. Właściwie to kolega ma dobry timing. – Ricardo zerknął na swój telefon.
- Kolega?
- Przecież musiałem załatwić nam szofera, obydwoje wypiliśmy zbyt dużo, żeby usiąść za kółkiem. – Wyjaśnił mężczyzna.
- No tak. – Bąknęła Vicky spoglądając na pustą butelkę po winie.
- Dojdziesz do samochodu czy mam cię wziąć na ręce? – Ricardo wstał i wyciągnął ramiona w stronę Victorii, w tym momencie dziewczyna poczuła ukłucie czyjegoś wzroku na swoich plecach. Obejrzała się i dostrzegła ex Ricarda szpilującą ją wzrokiem.
- Chyba podołam sama. – Bąknęła patrząc z ukosa na kobietę, gdy Ricardo dostrzegł spojrzenie Victorii uśmiechnął się promiennie.
- Ze mną jesteś bezpieczna. – Ricardo podał dłoń Victorii.
- Uważaj bo ci uwierzę. – Dziewczyna chwyciła wyciągniętą dłoń Ricarda i wstała ze swojego miejsca. Victoria kulturalnie pożegnała się ze strażnikiem dzisiejszego wieczoru (ex Ricarda) i wyszła z restauracji pierwsza widząc, że kobieta zatrzymała Ricarda na małą pogawędkę. Kiedy otworzyła drzwi jej twarz owiał delikatny nocny wietrzyk, był tak ciepły, że Vicky nie była pewna czy to na pewno wiatr, czy może wyobraźnia płata jej figle. Obejrzała się za Ricardem, który nadal pochłonięty był rozmową, łatwo było dostrzec, że ex mężczyzny nadal ma nadzieje na kontynuację ich związku z przed lat. Victoria westchnęła ciężko myśląc o żonie i dziecku Ricarda patrząc w gwieździste madryckie niebo. Nagle usłyszała czyjeś kroki na podjeździe, z ciemności zaczęła wyłaniać się postać. Na początku dziewczyna nie mogła rozpoznać czy jest to kobieta czy mężczyzna, wytężyła więc wzrok i obserwowała zmierzającą w jej kierunku postać, po chwili wiedziała już, że jest to mężczyzna, drugą charakterystyczną cechą, która rzuciła jej się w oczy były jego długie do ramienia włosy, gdy wkraczał w światło latarni lśniły na złoto, na co Victoria zaczęła chichotać sama do siebie.
- Co to za świeczka? Wygląda jakby dopiero co wyszedł od fryzjera. – wymamrotała sama do siebie nadal chichocząc. Z rozmowy z samą sobą wyrwał ją śmiech Ricarda, który stał za jej plecami od dłuższej chwili i słyszał jak skomentowała widok zbliżającego się mężczyzny.
- Z bliska to całkiem przystojna bestia. – Ricardo śmiał się radośnie a Victoria zdając sobie sprawę, że chłopak słyszał co przed chwilą powiedziała, oblała się intensywnym rumieńcem.
- Czy, czy, to twój znajomy? – Vicky z wiadomego powodu zaczęła się jąkać.
- Tak, człowiek świeczka to właśnie mój kolega i nasz szofer na dzisiejszy wieczór. – Ricardo nadal się śmiał.
- Oj przestań, skąd mogłam wiedzieć, że to właśnie on. – Vicky położyła dłonie na policzkach, żeby ukryć rumieniec.
- Przecież ja nic nie mówię.
- Tylko się chichrasz jak wariat. – Podsumowała Victoria.
- ¡Hola Riri! – Blondyn właśnie wkroczył na drewniane schody restauracji, uśmiechał się promiennie do Ricarda, podszedł do niego i uścisnął mu przyjacielsko dłoń.
- Riri? ksywa jak dla psa. – Bąknęła Victoria starając się nie roześmiać. Ricardo usłyszał uwagę dziewczyny i rzucił jej zadziorne spojrzenie.
- No cześć ty świeczuszko moja kochana. – Ricardo patrząc na przyjaciele zerknął przez ramię na Victorię, która zmierzyła go złowieszczym spojrzeniem, które mówiło, że jeśli się wygada o jej pierwszym wrażeniu to go utopi w najbliższej kałuży.
- Świeczuszko? – Przybysz zmarszczył brwi a Victoria stojąca za plecami znajomego Ricarda złożyła wskazujący i środkowy palec razem i wystrzeliła niewidzialny nabój w kierunku Ricarda.
- Dzięki, że przyjechałeś. – Ricardo objął ramieniem kolegę, zmieniając przy tym temat na co Victoria odetchnęła z ulgą. Przez to wszystko nie zdążyła się jeszcze przyjrzeć przybyszowi. Gdy obydwaj mężczyźni odwrócili się w stronę dziewczyny, dopiero wtedy mogła dostrzec jego twarz i ocenić obiór. Nie minęło nawet dwadzieścia sekund, gdy pożałowała, swojego pierwszego wrażenia. Blondyn stojący przed nią miał wyraziste rysy twarzy modela, uśmiechał się promiennie swoimi perfekcyjnie białymi ząbkami i mierzył Victorię intensywnym spojrzeniem. Ubrany był równie perfekcyjnie, prosto a zarazem elegancko – granatowe jeansy kontrastowały idealnie z jasno niebieskim podkoszulkiem Lacosty i butami Nike w tym samym kolorze. Victorii nie tylko już żałowała swojego pierwszego wrażenia ale również zrobiło się niemiłosiernie głupio. Spuściła wzrok i wbiła go w jakiś nieokreślony punkt przed stopami blondyna.
- Hej! Jestem Sergio. – Nieznajomy przestawił się Victorii wyciągając w jej stronę dłoń.
- Victoria, miło mi. – Bąknęła dziewczyna.
- Ricardo, mogłeś mi powiedzieć, że przyjeżdżam nie tylko po ciebie ale też po twoją kochankę. – Sergio roześmiał się frywolnie na co Victoria poczuła, że otwiera jej się w kieszeni nuż.
- Fajna nie? – Ricardo puścił do Vicky oko i spojrzał na Sergia.
- Hello, ja tu jestem, słyszę, bylibyście łaskawi przestać się ze mnie nabijać? – Warknęła Victoria i w jednej chwili rozwiało się jej poczucie winy w stosunku do Sergia.
- No już, już. Sergio przestań drażnić moją kochankę! – Ricardo pogroził palcem koledze a Victoria pokręciła tylko ze zrezygnowaniem głową na co mężczyźni roześmiali się radośnie.



***



W tym czasie w mieszkaniu dziewczyn impreza powoli się dobiegała końca, z racji tego, iż kończyły się również zapasy alkoholu. Ludzie rozchodzili się do klubów i na inne domówki. W końcu została tylko Agnes, Lena, Ramiro i Carlos z balkonu oraz jakaś śpiąca w kącie postać nieokreślonej płci i wieku. Agnes rozmawiała z Carlosem w kuchni, Lena natomiast wypiła kilka piw, które przyniósł ktoś z gości i leżała w objęciach Ramira na kanapie.
- Ja nie wiem jak on mógł się tak zachować na naszej pierwszej randce! – Wypaliła nagle obracając się twarzą w stronę Ramira, który wyglądał na bardzo znudzonego tym tematem, który najwidoczniej Lena ciągnęła od dobrych kilku godzin.
- Ja też nie wiem. – Bąknął.
- Faceci to świnie!
- Nie wątpię. – Ramiro wodził wzrokiem po dekolcie Leny, która w swym obecnym stanie nawet tego nie zauważyła.
- Chyba zostanę lesbijką.
- Dobry pomysł. – Ramiro wsunął powoli dłonie pod bluzkę Leny, która nie zaprotestowała, po chwili całowali się namiętnie nie zwracają uwagi na ani na Carlosa ani na Agness. Język Ramira splótł się z językiem Leny co utrudniło jej łapanie oddechu. Pocałunki były bardzo namiętne i wciągały Lenę coraz bardziej z każdą sekundą.
- Halo, halo, proszę państwa, jeśli chcecie się gzić to idźcie do pokoju Leny. – Nad kanapą stanęła Agness i pacnęła Lenę w ramię. Dziewczyna oderwała się od Ramira jak rażona prądem i wybiegła na balkon łapiąc kilka szybkich głębokich wdechów. Orzeźwiona nocnym powietrzem zaczęła w końcu myśleć na tyle trzeźwo, żeby się opanować. Gdy zamknęła oczy, stanął przed nią obraz Antonia i ze złości i żalu krzyknęła coś nieokreślonego na całe gardło. W odpowiedzi z oddali dobiegło wycie jakiegoś psa. Lena zaczęła chichotać, zdawała sobie bowiem sprawę jak irracjonalnie się zachowuje. Nagle jej wzrok powędrował w stronę białego auta, które właśnie podjechało pod budynek. Nie byłoby w nim nic dziwnego, gdyby nie fakt, że błyszczało się do granic możliwości, jakby dopiero co wyjechało z fabryki. Lena przekrzywił głowę w prawo niczym zdziwiona kotka i wpatrywała się intensywnie w pojazd, który właśnie parkował.


***




Z powrotem do centrum Madrytu cała trójka udała się samochodem Sergia, białym niczym śnieg Audi, które bezdyskusyjnie odróżniało się od samochodów zwykłych śmiertelników. Victoria była coraz bardziej ciekawa czym ci dwaj się zajmują, że stać ich na takie auta. Ricardo siedział na przedzie, w fotelu pasażera, Sergio prowadził, a Vicky mierzyła ich wzrokiem snując swoje konspiracyjne teorie. Jedną z nich był pomysł, że obydwaj należą do tej samej mafii. Nagle naszła ją ogromna ochota, żeby o to zapytać.
- Czy wy aby na pewno nie robicie jakichś ciemnych interesów? – Bąknęła nagle z tylniego siedzenia. Zapadła chwila niezręcznej ciszy, mącona jedynie delikatnym dźwiękiem pracującego na wysokich obrotach silnika. Nagle z przodu samochodu rozległ się perlisty śmiech mężczyzn.
- No ha, ha, bardzo śmieszne. – Victoria udała obrażoną na cały świat.
- Skąd takie podejrzenie? – Ricardo odwrócił się do dziewczyny.
- Nie ważne.
- Oj, powiedz, nie gniewaj się. – Ricardo puścił Vicky oko.
- Te auta, Audi, BMW, ta restauracja, wino za kosmiczną sumę i w ogóle wszystko. – Podsumowała Vicky.
- Tak, jesteśmy Hiszpańską komórką włoskiej mafii. – Ricardo chrząkną, a widząc przerażenie wymalowane na twarzy Vicky zaczął się radośnie śmiać.
- On żartuje, debilem się rodzisz i debilem umierasz. – Skomentował zachowanie kolegi Sergio.
- Teraz wywieziemy cię za granicę, żebyś pracowała w jednym z naszych domów towarzyskich. – Ricardo nadal kontynuował swoją mafijną opowieść.
- Nie strasz dziewczyny bo zaraz wyskoczy nam z auta, a jedziemy dość szybko. Nie chcę tu ofiar śmiertelnych. – Sergio uderzył Ricarda pięścią w ramię patrząc w lusterko i uśmiechają się do Vicky. – On nadal żartuje, nie słuchaj go. – Dodał.
- W takim razie czym się zajmujecie? – Zapytała Victoria.
Odpowiedziała jej ciągnąca się w nieskończoność cisza. Ricardo i Sergio wymienili porozumiewawcze spojrzenia a Victoria nagle poczuła ukłucie strachu. – Jeśli mi nie powiecie to naprawdę za momenty wyskoczę z auta. – Zagroziła całkiem poważnym tonem.
- Wino! – Ricardo odwrócił się momentalnie w stronę dziewczyny.
- Że co? – Vicky zmarszczyła brwi, Sergio przybrał podobny wyraz twarzy do dziewczyny, zaskoczony tym co powiedział Ricardo.
- Jesteśmy plantatorami wina. Mamy winnice na południu Hiszpanii i z tego czerpiemy nasze dochody. Sergia poznałem, ponieważ on też siedzi w tym biznesie. Współpracujemy, ponieważ ja zajmuję się produkcją czerwonego wina a on białego. Pomagamy sobie. – Wydeklamował jednym tchem Ricardo. Sergio spojrzał na przyjaciela jak na idiotę, zaskoczony równocześnie profesjonalizmem z jakim wygłosił to wymyślone na szybko kłamstwo.
- Dokładnie tak. – Potwierdził Sergio zdając sobie sprawę, że Ricardo musi mieć jakiś powód, dla którego wciska Victorii ewidentny kit.
- No dobra. – Vicky nie miała siły wdawać się w dyskusję i odpuściła. Strach jednak jej nie opuścił, resztę drogi siedziała jak na szpilkach modląc się, żeby jak najszybciej odwieźli ją do domu. W końcu dotarli pod blok, gdzie Vicky wynajmowała mieszkanie razem z dziewczynami. Białe audi powoli zaparkowało i cała trójka wysiadła z samochodu, Victoria jednak przodowała w tej czynności.
- Bardzo miło spędziłem dzisiejszy wieczór. Dziękuję i przepraszam, że cię wystraszyliśmy. – Ricardo podszedł do Victorii i uśmiechnął się delikatnie.
- He, nic się nie stało, mi również było miło. Dzięki, że oderwałeś mnie na moment od rzeczywistości. W twojej bajce jest naprawdę pięknie. – Vicky zdała sobie sprawę jak irracjonalne są jej myśli o mafii, a przynajmniej starała sobie to wmówić. Ricardo jakby zmieszał się delikatnie tym co powiedziała Victoria i spuścił wzrok na moment, po chwili jednak spojrzał jej ponownie w oczy i uśmiechnął się promiennie.
- W takim razie do rychłego zobaczenia. – Ricardo wyciągnął rękę w stronę policzka Victorii, musnął go delikatnie opuszkami prawej dłoni by za moment objąć dziewczynę ramionami. Victorii zaszokowanej tą nagłą manifestacją czułości odjęło mowę.
- Riri, nie szalej, bo poskarżę Caroline. – Sergio opierał się o swoje śnieżnobiałe Audi i uśmiechał się zawadiacko. W tym momencie cała trójka usłyszała kobiecy krzyk.
- VICTORIA!!! CO TO ZA PRZYSTOJNIAKÓW TAM MASZ? PRZEDSTAW MNIE !! – Lena darła się w niebogłosy z balkonu, na co Victoria westchnęła ciężko.
- Koleżanka? – Sergio spojrzał w stronę balkonu i roześmiał się radośnie.
- Pokojówka. – Warknęła Vicky w stronę machającej Leny, na co obydwaj mężczyźni roześmiali się głośno.
- W takim razie innym razem poznamy twoją pokojówkę. – Ricardo uśmiechnął się do Victorii stojąc już w bezpiecznej odległości.
- VICTORIA !!! TY POTWORZE !! – Lena krzycząc równocześnie śmiała się i czkała.
- GIN, PRZEPADNIJ ! – Odkrzyknęła jej Victoria, wiedząc, że koleżanka jest już nieźle wstawiona.
- CZEŚĆ KOLEŻANKO VICTORII !! – Sergio zaczął machać do Leny.
- CZEŚĆ KOCHANIE, MOŻE WPADNIESZ NA PIĘTERKO? – Odkrzyknęła mu Lena, na co Vicky zakryła twarz dłońmi paląc się ze wstydu. Ricardo natomiast miał niezły ubaw.
- ZAZWYCZAJ NIE WPADAM Z NIEZNAJOMYMI !! MOŻE CHCIAŁABYŚ SIĘ NAJPIERW LEPIEJ POZNAĆ? – krzyczał Sergio.
- JASNE, SŁONKO !! CZEKAM !! COME ON BABY !! – Lena darła się coraz głośniej.
- To już przekracza granice przyzwoitości. – Bąknęła Victoria.
- Skoro koleżanka tak chce nas poznać to może umówmy się jakoś w czwórkę? – Zaproponował nagle Ricardo.
- Takie spotkanie grozi rozlewem krwi. – Skomentowała Vicky.
- Mimo wszystko mam ochotę spróbować, lubię blondynki. – Sergio puścił oko Victorii na co ta ponownie westchnęła.
- W takim razie ustalone. Zadzwonię do ciebie jak znajdziemy chwilkę na jakąś kolację czy lunch, ok? – Ricardo uśmiechnął się zadowolony ze swojego pomysłu.
- Niech będzie. – Victoria przewróciła oczami, ale mimowolnie się uśmiechnęła. Cieszyła się w duchu na kolejne spotkanie z Ricardem i nie potrafiła temu zaprzeczyć. Dzięki niemu teraz nie myślała w ogóle o Antoniu i również dzięki niemu uśmiechała się tak radośnie jak już od dawna nie była wstanie.
- I LOVE YOU BABY !! – rozległ się krzyk Leny a cała trójka pod białym Audi roześmiała się radośnie.




Głosuj (3)
Eboniczek 19:08:57 1/10/2011 [komentarzy 7] Komentuj