Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Welcome,
to chaotic heaven
6. A Bad Morning To You. Troublemakers.

- Twoje oczy są jak laguna, w której pragnę zanurzyć się bez pamięci, każdego dnia coraz bardziej i bardziej…Chodź wraz ze mną, zanurzmy się razem, ukochana! – brunet o oczach barwy gorącej czekolady mówił do Victorii pełnym pasji głosem, trzymając jej dłoń w swojej.
- Ale, ale ja nie umiem pływać. – Odpowiedziała mu Vicky przyjmując ton głosu podobny do jego.
- Toż to nic, uratuję Cię, cokolwiek by się nie działo! Możesz na mnie zawsze liczyć bo… bo…
- Bo? – Vicky zmarszczyła brwi.
- Bo właśnie rzuciła mnie dziewczyna i potrzebuję ramienia, na którym mógłbym się wypłakać. - ciemnooki potarł dłonią kark i spuścił wzrok.
W tym momencie zadzwonił budzik a Victoria obracając się na prawy bok, z impetem rąbnęła o podłogę.
- Fuck! – zaklęła zdając sobie sprawę, że leży w dziwnej pozycji obok łóżka, a budzik drze się w niebogłosy. Wstała, potarła tylni zderzak i od niechcenia uderzyła w krzykacza. – To musi być kara za grzechy. – Bąknęła przypominając sobie sen i w tempie żółwia potoczyła się do drzwi swej sypialni. Otworzyła je powoli, jednocześnie ziewając przeciągle, była 9.15 i dziewczyna była przekonana, że jej koleżanki marnotrawne jeszcze smacznie śpią. O ile nie obudziło ich uderzenie wieloryba o drewnianą podłogę. – Czas się odchudzić. – Pomyślała wzdychając ciężko i podnosząc od niechcenia wzrok. Jej oczom ukazała się najpierw śpiąca na kanapie Agnieszka, a potem scena, która zbiła ją całkowicie z tropu. Przy stole w kuchni siedział Antonio i bez żadnego zażenowania całował się z Leną. Vicky aż zaniemówiła z wrażenia, całkowicie tą sytuacją skołowała. Już miała obrócić się na pięcie i pokornie wrócić do swojego pokoju, kiedy ją olśniło i zrozumiała, że tak właściwie to mieszkanie jest tak samo jej jak i Leny.
- Ekhm… - Vicky zdecydowała się na chrząknięcie, co nie przyniosło żadnych efektów. Dwa gołąbki jak gruchały tak gruchały. Victoria westchnęła ciężko i poczłapała do lodówki, otworzyła drzwiczki i oniemiała. Wnętrze było wypełnione jedzeniem. Wszystko czego dusza zapragnie od wędlin po sery, żółte i białe a kończąc na owocach i warzywach. Dziewczyna z wrażenia przetarła oczy.
- Co do diabła? – bąknęła pod nosem i zamknęła z impetem lodówkę co sprawiło, że nowo powstała para na reszcie odkleiła się od siebie.
- Och Vic! Już wstałaś? – Lena nie kryła zażenowania a Antonio tylko spuścił wzrok nie mówiąc ani słowa.
- No, jakiś rok i trzy miesiące temu… - Victoria założyła ręce na piersi i mierzyła Lenę niezadowolonym spojrzeniem.
- Czemu tak na mnie patrzysz?
- Chodź, musimy pogadać. – Vicky chwyciła koleżankę za dłoń i pociągnęła za sobą do najbliższego pomieszczenia posiadającego drzwi i zamek. Dziewczyny wmaszerowały do łazienki a Victoria przekręciła i wyjęła klucz z zamka, po czym schowała go szczelnie w dłoni.
- Ej, bo zaczynam się bać. Tylko teraz nie wyrzuć kluczyka do muszli, albo nie połknij go, bo będziemy miały problem. – Lena uśmiechnęła się pod nosem.
- To, że całujesz się z chłopakiem młodszym od siebie, którego poznałaś wczoraj, pominę. – Victoria zignorowała wypowiedź koleżanki na temat klucza i rozpoczęła swój monolog. – Ale to, że wykorzystujesz go żeby nam kupował jedzenie, już kompletnie nie przystoi. – Dodała oburzona.
- Ale, skąd wiesz, że to on wyposażył nam lodówkę?
- Trudno się nie domyślić, masz euro? Nie. Całą kasę trzyma Aga, a z tego co zauważyłam, jeszcze sobie smacznie chrapie na kanapie w salonie. Wniosek numer jeden – Lena rodzi pieniądze, wniosek numer dwa – Lena sra pieniędzmi, wniosek numer trzy – Lena poprosiła swojego nowego chłopaka, żeby kupił jedzenie. Którą wersję wybierasz?
- Oj nie złość się.
- Jak mam się nie złościć?
- Przyszedł rano i zaproponował, że mnie oprowadzi po okolicy, no i tak od słowa do słowa. – Lena rozłożyła bezradnie ręce uśmiechając się czarująco.
- Na pewno konwersacja była bardzo inteligentnie rozwinięta, zwłaszcza, że szanowna Pani Lena włada hiszpańskim na poziomie A0.
- Wiesz co, teraz to powinnam się na ciebie obrazić! – fuknęła Lena. – Poza tym nie ma takiego poziomu jak A0.
- Właśnie dlatego to twój poziom. – Vicky westchnęła. – Ok z tym językiem może trochę przesadziłam, przepraszam. – Dodała.
- Dobra, to w ramach odkupienia grzechów zapomnisz o lodówce. – Lena znalazła wyjście z sytuacji.
- Nie ma mowy! Nie masz za krzty dumy? Nic? Pustka?
- A co ma duma do tego? – Lena zmarszczyła brwi.
- Jak to co ma duma do tego? WSZYSTKO! – Vicky podniosła do góry dłonie, jakby ktoś celował do niej z broni. Dziewczyny usłyszały plusk, na którego odgłos momentalnie spojrzały w stronę muszli klozetowej i obydwie pobladły. Woda falowała lekko od klucza, który właśnie zatonął w jej otchłani.
- A…
- Nic nie mów, po prostu zamilcz na wieki. – Victoria położyła dłoń na czole i pokręciła ze zrezygnowaniem głową zastanawiając się nad fatum ciążącym nad jej osobą.
- Ok. – Lena usiadła na boku wanny i wpatrywała się w Victorię. – Work your magic baby. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, wkładaj łapę do klozetu i łów. – Lena powiedziała to z taką powagą, że Victoria nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. Po chwili Lena dołączyła do koleżanki. Dwie wariatki, zamknięte w łazience rechotały jak szalone.
***
Agnieszkę obudził śmiech dziewczyn. Podniosła się powoli z kanapy i mrużąc oczy przed światłem dnia, spojrzała w stronę kuchni.
- ¡Hola Agness! – Antonio siedział przy stole ze sztucznym uśmiechem przylepionym do twarzy.
- Hola… - Agnieszka podrapała się po czubku głowy. - ¿Anto, que haces aqui? – dziewczyna nie kryła zaskoczenia, ale zachowała zimną krew.
- Właściwie to… - Antonio się zawahał. – Zrobiłem wam zakupy. – Chłopak uśmiechną się z zakłopotaniem.
- Acha. – Agnieszka przetworzyła, przyjęła informacje i zmarszczyła brwi, poczym spojrzała w stronę łazienki. – A tam co się dzieje? – zapytała.
- A tam, to nie wiem. Victoria przyszła i zaciągnęła Lenę do łazienki. – Antonio pominął to, że całował się z Leną.
Nagle śmiech za zamkniętymi drzwiami ucichł.
- Umarły. – Stwierdziła Agnieszka a Antonio o mało nie spadł z krzesła. Nagle nic niezmąconą ciszę przerwało łomotanie do łazienkowych drzwi.
- POMOCY! Wypuśćcie nas! – Darła się Victoria.
- No i masz, nie umarły. – Aga westchnęła z rozczarowaniem i podeszła do łazienki. Szarpnęła kilka razy za klamkę. – Niby jak mam was otworzyć, skoro zamknęłyście się od środka.
- No bo Vicky utopiła klucz w klozecie. – Wyjaśniła Lena tonem 5-latki, która skarży na koleżankę z zerówki do pani nauczycielki.
- A to wszystko dlatego, że zostałam sprowokowana. – Wyjaśniła Victoria.
- To macie problem. – Wyjaśniła Agnieszka.
- Ty też masz problem, bo niby jak się umyjesz? Muahaha! – Lena zaśmiała się złowieszczo.
- Anto, a gdzie ty tak w ogóle mieszkasz? – Agnieszka spojrzała na blondyna siedzącego nadal przy stole w kuchni.
- Ja? – Antonio pokazał na siebie robiąc zdziwioną minę.
- A jest tu jeszcze jakiś inny Antonio?
- No nie. – Chłopak rozejrzał się po kuchni i salonie a Aga roześmiała się radośnie.
- No więc?
- Pod numerem 4, na pierwszym piętrze. – Odpowiedział chłopak.
- To świetnie, bo muszę wziąć prysznic. – Agnieszka wygrzebała z walizki swoje przybory do kąpieli i stanęła przed zaszokowanym Antoniem.
- Poważnie?
- Jak najbardziej poważnie. – Aga uśmiechnęła się do chłopaka i pociągnęła go za rękę. – Dziewczynki, miłego dnia w toalecie. – Puknęła Lenie i Vicky w drzwi i wyciągnęła Antonia z mieszkania.
***
- CHOLERA, nie zostawiajcie nas tutaj !! – Krzyczała Lena łomocząc w drzwi zaraz po wyjściu Antonia i Agnieszki.
- No to ładnie. – Skomentowała Vicky.
- Nurkuj. – Lena spojrzała na Victorię wzrokiem seryjnego mordercy.
- Chyba zwariowałaś. Ja pływać nie umiem a ty mi mówisz o nurkowaniu. – Vicky przypomniała sobie nagle swój sen i skrzywiła się.
- No to co robimy?
- Wywarzamy! – Victoria klasnęła w dłonie ucieszona swoim innowacyjnym pomysłem.
- Głupia. – Skomentowała Lena.
- A masz lepszy pomysł? – Warknęła Vicky.
- Poszukam czegoś co mogłoby posłużyć nam za wędkę. – Lena zaczęła rozglądać się po łazience.
- A ja wyważam! – Vicky wzięła rozpęd od wanny, czyli jakieś 2,5 metra i ku uciesze Leny, po szaleńczej szarży na drzwi, odbiła się od nich jak piłka kauczukowa, lądując na dywaniku.
- Boli… - Victoria leżąc na podłodze gładziła prawie ramie.
- Mówiłam, że głupia. – Lena śmiała się z niedoli koleżanki.
- Bez serca… Chciałam dobrze, potworze. – Victoria usiadła po turecku i westchnęła ciężko.
- Ja wiem, ja wiem. Dziecko chciało dobrze. – Lena podeszła do Vicky i pogładziła ją po głowie chichocząc perfidnie.
- Spadaj! – Victoria odgoniła dłoń Leny jak natrętną muchę.
- Zrób coś pożytecznego kobieto. – Lena wystawiła koleżance język i zaczęła szukać czegoś co mogłaby się okazać pomocne przy łowieniu klucza.
Victoria nadal siedząc na ziemi mimowolnie zaczęła również się rozglądać. Nagle dostrzegła gumowy przetykasz do toalety.
- ACHA! – Chwyciła narzędzie z zapałem.
- No to dajesz. Choć nie wróżę temu powodzenia. – Lena spojrzała na koleżankę z niekrytym powątpiewaniem.
Victoria nachyliła się nad muszlą najpierw lokalizując pozycję klucza w wodzie, po czym zanurzyła w jej głębi drewnianą rączkę. Przycisnęła klucz do podłoża i z tą samą siłą pociągnęła go ku górze. Kiedy był już ponad wodą, uśmiechnęła się triumfalnie.
- Łap go, łap! – krzyknęła do Leny.
- Dlaczego ja?!
- Bo ja mam zajęte ręce! – Victoria dziękowała opatrzności, że nie musi wykonać mokrej roboty.
- Szlak… - Lena biła się w myślach z perspektywą dotknięcia klucza, który jeszcze przed chwilą znajdował się w wodzie klozetowej.
- No szybko, bo puszczę!
- Ok, ok! – Lena chwyciła klucz robiąc minę cierpiętnicy. Szybko włożyła go do zamka i przekręciła, po czym z prędkością światła zaczęła myć dłonie.
- No i po bólu. – Victoria uśmiechnęła się radośnie a Lena spojrzała na nią z ukosa.
***
Vicky wyszła z łazienki pierwsza biorąc głęboki wdech. Na zegarze ściennym, który znajdował się na jednej ze ścian kuchni, wybiła właśnie 10. Victoria poszła do pokoju po ubrania i kosmetyki, kiedy wróciła do łazienki, zastała Lenę nadal obsesyjnie myjącą dłonie.
- Nie chce cię martwić kochana, ale to zakrawa na chorobę psychiczną. Nerwica natręctw.
- Milcz kobieto puchu marny. – warknięcie Leny przerodziło się w wyraźne szczeknięcie na co Victoria ledwo opanowała wybuch śmiechu.
Kiedy Lena w końcu wyszła z łazienki, Victoria wzięła spokojnie prysznic, lekko się umalowała i ubrała. Lena w tym czasie robiła śniadanie dla czterech osób, miała nadzieje, że Agnieszka niedługo wróci i przyprowadzi ze sobą Antonia.
- Lena… - Vicky wyszła właśnie z łazienki w wielkim turbanie na głowie, który został uformowany z żółtego ręcznika.
- Słucham. – Lena postawiła dzbanek herbaty na środku stołu.
- To też prezent od Antonia? – Vicky wskazała na naczynie.
- Pożyczył nam. – Lena wzruszyła ramionami.
- No tak. – Victoria nalała sobie napoju do kubka. – Z nim to tak na poważnie? - Zapytała.
- Sama nie wiem, jakoś tak wyszło. – Lena usiadła na jednym z krzeseł, naprzeciw koleżanki.
- Wiesz, że to nie fair w stosunku do niego, prawda?
- Wiem.
- To dobrze, powinnaś mu to wyjaśnić.
- To też wiem…
W kuchni zapanowała chwila niezręcznej ciszy zmącona nadejściem Agi i Antonia.
- O, widzę, że przyszliśmy na gotowe. – Agnieszka uśmiechnęła się promiennie a dziewczyny zmroziły ją spojrzeniem. – No co? – dodała.
- Jak to co? Zostawiłaś nas na pastwę losu, zatrzaśnięte w łazience! – Oburzyła się Vicky.
- Ja? Chyba wam się przyśniło.– Aga parsknęła śmiechem i zabrała się za smarowanie kromki czarnego chleba masłem.
- Trzymajcie mnie bo ją zabiję. – Lena była gotowa do skoku :D
- Dziewczyny, przepraszam was najmocniej, ale ja musze zmykać do pracy, bo mnie kierowniczka zje na obiad. – Antonio uśmiechnął się do świętej trójcy.
- Jasne, to papa! – najbardziej gorliwie żegnała chłopaka Lena.
- Może byś z nim teraz pogadała? – Vicky obrzuciła koleżankę rozkazującym spojrzeniem.
- No…dobra. – Lena westchnęła i wyszła z Antoniem na korytarz.
- Nie mogę, ledwo przyjechałyśmy, już tysiąc problemów. Nie mam do was siły, jedna uwodzi nieletnich a druga to nałogowy kłamca. Czy ja jestem jedyną normalną osobą w tym towarzystwie? – Victoria pacnęła się dłonią w czoło.
- Ale, że kto jest niby tym nałogowym kłamcą? – Aga przeżuwała kęs zrobionej kanapki patrząc na Victorię pytająco.
- Ksiądz proboszcz… - Vicky westchnęła głośno patrząc na koleżankę.
- Ale ja naprawdę was nie zostawiłam w tej łazience, musiałyście mnie pomylić z kimś innym. – Agnieszka zaczęła chichotać.
- Jedz tę kromę, bo się jeszcze udławisz, a ja już nie pamiętam zasad pierwszej pomocy. – Vicky postanowiła odpuścić i zabrała się za jedzenie śniadania.
Głosuj (4)
Eboniczek 01:39:30 29/12/2010 [
Powrót]
Komentuj
Nowy rozdział na www.czlowiek-i-wampir.blog4u.pl
Zapraszam :*
Werasme 15:35:42 10/01/2011
brak www IP: 78.154.79.249
Haha też miałam kiedyś podobną sytuację :D Tyle że nie chodziło o toaletę.
Czekam na nowy rozdział :-)
bez podpisu 18:13:28 8/01/2011
http://inthebritneyzone.blog4u.pl/ IP: zalogowany
Hej. Na http://dreams-are-my-strength.blog.onet.pl/ pojawił się nowy rozdział. Pozdrawiam.
Moira Phantomhive 10:59:47 8/01/2011
brak www IP: 83.21.218.134
Podstrona:
*1* /
2 /
3 /
4 /
5 /
6 /
7 /
8 /
9 /
10