Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
7. Heart GPS

Navigation:

Odwiedziło: 10741 osób
Księga Gości
Dodaj mnie do ulubionych

Odcinki:

#1. Give a thing
and take a thing.


#2. Żale i nostalgie.

#3. Our flight doesn't
have a pilot.


#4. Crazy day out.

#5. Home Sweet Home.

#6. A Bad Morning To
You. Troublemakers.


#7. Heart GPS.

#8. Emotional
Rollercoster.


#9 ¿Qué está pasando conmigo?

#10 Discover my feelings.

#11 The Prince.

Bohaterowie:



xxx
xxx
xxx
xxx
Welcome,
to chaotic heaven


7. Heart GPS

- Co dziś robimy? – zagadnęła Agnieszka sprzątając po śniadaniu.
- Co dziś robimy? – Vicky spojrzała na Agę sarkastycznie, usadawiając się na fiołkowej kanapie w salonie i rozkładając laptopa na kolanach.
- Pytam poważnie.
- A ja odpowiadam poważnie. – Victoria zgrywała właśnie swoje CV na pen driva.
- No to ja się poopalam. – Aga uśmiechnęła się promiennie. – Spójrz jaka piękna pogoda! – dziewczyna podeszła do drzwi balkonowych i wzięła głęboki oddech.
- Spaaaaliny. – Vicky rzuciła w Agę pilotem.
- Hejjj! Za co? – warknęła Aga.
- Zbieraj się, idziemy szukać pracy. – Victoria założyła swoje ogromne, złote słuchawki Panasonica, które dostała kilka lat temu od cioci z Anglii.
- Mogłabyś trochę wyluzować, to nasz pierwszy dzień w Madrycie. Powinnyśmy trochę pozwiedzać. – Agnieszka podniosła pilota i wymierzyła w przyjaciółkę.
- Teoretycznie pierwszy, praktycznie drugi. Wiesz jak się to nazywa? Strata cennego czasu! – Victoria poczuła świst powietrza koło swojego prawego policzka.
- Ach! Było blisko! – Agnieszka zaczęła się śmiać.
- Jakby ten pilot trafił w mą bezcenną twarz, to byś już nie żyła. – Vicky pogroziła Adze palcem i skupiła się na szukaniu ofert pracy w internecie.
- Nudzisz kobieto, nudzisz. – Agnieszka wyszła na balkon a Victoria westchnęła ciężko zostawiając wypowiedź przyjaciółki bez komentarza.
Czas mijał, Aga przebrała się w strój kąpielowy, wytaszczyła ze swojego pokoju rozkładane krzesło, nasmarowała się olejkiem i wyłożyła na balkonie. Victoria natomiast pożytkowała czas na spisywaniu adresów i wysyłaniu swoich CV. Nie mogła nadziwić się beztrosce jaka właśnie smażyła się na słońcu przed jej oczami. Postanowiła jednak nie marnować swoich cennych nerwów i słuchając muzyki, wróciła do rozsyłania CV.
Nagle do mieszkania wpadła zdyszana Lena, chwyciła kubek, nalała zimnej wody z kranu i zaczęła łapczywie pić.
- Rozchorujesz się. – Bąknęła Vicky patrząc na Lenę kontem oka.
- Przepraszam mamo. – Lena postawiła kubek na stole i opadła na krzesło.
- Coś się stało? – Zaciekawiła się Victoria.
- Nie, nic, nic. – Lena wzięła kubek i czmychnęła do swojej sypialni.
- Jasne. – Bąknęła pod nosem Vicky. – Idziesz ze mną szukać pracy? – krzyknęła za Leną.
- Ja? – Blondynka wychyliła się przez otwarte drzwi.
- Tak ty. Wychodzę za momencik.
- Wiesz, nie bardzo. Umówiłam się z Antoniem za 3 godzinki.
- Miałaś mu wyjaśnić, że raczej nic z tego nie będzie. – Vicky spojrzała na koleżankę groźnie.
- Jakoś tak wyszło…że mu nie powiedziałam. – Lena schowała się powrotem do pokoju.
- Jak sobie chcesz, nie będę się więcej wtrącać. – Vicky westchnęła, wyłączyła komputer i weszła do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi. Położyła laptopa na biurku i zaczęła się przebierać. Wiedziała już, że czeka ją samotne chodzenie za pracą po Madrycie. Nie uśmiechało jej się to zbytnio, ale wolała to niż siedzenie w domu i patrzenie na szczebioczącą Lenę i nic nie robiącą Agę. Dochodziło już prawie południe, słońce świeciło niemiłosiernie nad stolicą Hiszpanii. Vicky z mapą w ręce wyszła samotnie na zewnątrz. Przed budynkiem dostrzegła panią recepcjonistkę, która skrupulatnie przycinała jedyny krzaczek rosnący nieopodal parkingu.
- Dzień dobry! – Victoria zdecydowała się zagadnąć.
- O witam, jak się spało?
- A w porządku, nie narzekam. – Vicky uśmiechnęła się przyjaźnie.
- No to cudownie. Proszę zobaczyć, ktoś zdeptał naszą piękną roślinkę. – Kobieta wskazała na połamane gałęzie i zrobiła smutną minę.
- Ach…właśnie widzę, wandalizm się szerzy, oj szerzy się… - Vicky przypomniał sobie właśnie, że to Lena z Agnieszką połamały krzak, podczas ucieczki przed nieprzyjemną sąsiadką.
- Ma pani rację. Niszczyć przyrodę mogą tylko najgorsze bestie! – Uniosła się recepcjonistka.
- Tak, tak! – Victoria starała się nie roześmiać. Wyobraziła sobie przyjaciółki z rogami i kłami, warczące jak wściekłe psy. – Bestie. – Dodała tylko robiąc poważną minę.
- Ach, idzie pani na miasto? – Kobieta postanowiła zmienić temat.
- Tak, chcę poszukać pracy. Może akurat uda mi się coś znaleźć. – Wyjaśniła Victoria.
- Miło widzieć tak pracowitą osobę. Pani koleżanki to szkoda mówić, jedna leży plackiem na balkonie a druga flirtuje z synem mojej siostry. – Kobieta westchnęła.
- To Antonio jest z Panią spokrewniony? – Zdziwiła się Vicky.
- Tak, opiekuję się nim, ponieważ siostra z mężem wyjechali za granicę a Antonio ma dopiero 17 lat. Chcieli żeby skończył szkołę tutaj. Chyba domyśla się pani, że młodej osobie ciężko jest zmienić nagle otoczenie. Właśnie dlatego teraz ja z mężem sprawujemy nad nim pieczę.
- Rozumiem… - Victoria beształa w myślach Lenę za wykorzystywanie nieletnich. Wiedziała, że Antonio jest młody, ale nie, że aż tak młody.
- Och Anto! – Krzyknęła kobieta a Vicky aż podskoczyła.
- Słucham szefowo. – Chłopak uśmiechnął się promiennie podchodząc bliżej. Ubrany był w granatowe ogrodniczki i wyglądał jak młodsza wersja woźnego z liceum Victorii.
- Nie szefuj mi tak, pani Victoria wie, że jesteśmy rodziną. – Kobieta uśmiechnęła się do dziewczyny a ta odwzajemniła uśmiech starając się odegnać obraz woźnego z przed oczu.
- Pomóc ci w czymś? – Antonio spojrzał na Vicky badawczo zadając pytanie cioci.
- A wiesz, że mógłbyś. Dam ci wolne do końca dnia, jeśli wybierzesz się z panią Victorią na miasto. – Kobieta zdawała się być zachwycona swoim planem, tylko Anto i Vicky mieli skwaszone miny.
- Muszę? – Bąknął chłopak a Victoria spojrzała na niego groźnie.
- Nie gryzę. – Warknęła rozzłoszczona niechęcią Antonia.
- Ale ja już jestem umówiony.
- Pewnie z blondyną? – Tym razem to recepcjonistka obrzucała Antonia groźnym spojrzeniem. – To nawet lepiej się składa. Pani Victorii bardzo przyda się pomoc a ty u mnie pracujesz, prawa? No więc to polecenie służbowe. Wykonać.
- Może jednak ja pójdę sama. – Vicky widząc minę chłopaka zdecydowała się mu pomóc.
- Ależ nie ma mowy! Jeszcze się pani zgubi! To nie wchodzi w grę.
- Dobra, widzę, że nie ma dla mnie wyjścia z tej sytuacji. – Antonio udał się w stronę wejścia do budynku. – Zaraz wracam, czekaj tu na mnie. – Wydał polecenie wskazując na Victorię palcem i zniknął we wnętrzu budynku.
- No masz, taka ładne buźka a w środku zepsute to okrutnie. – Skomentowała po polsku rozzłoszczona Victoria. Jeszcze nikt tak wprost nie okazał jej wcześniej niechęci.
- Przepraszam za jego zachowanie. – Powiedziała recepcjonistka z zakłopotaniem. – Jest jeszcze młody i głupi. – Dodała i puściła Victorii oko.
- Nic się nie stało. Tak czy inaczej dziękuję za zorganizowanie mi przewodnika, nie ważne jak bardzo mnie on nie lubi. – Vicky potarła delikatnie nos uśmiechając się do kobiety po czym usiadła na krawężniku. Recepcjonistka przycięła jeszcze kilka gałązek i nucąc coś pod nosem udała się powrotem do budynku, machając Victorii dłonią na pożegnanie.
- Świetnie. – Vicky odmachała i obdarzyła kobietę sztucznym uśmiechem. – Ale skąd ona wiedziała, że Lena flirtuje z Antoniem i że Aga opala się na balkonie? – Victoria zadała sobie jakże retoryczne pytanie i zagłębiła się w rozważaniach. Z zadumy wyrwał ją głos Antonia.
- Idziemy? – Chłopak miał na sobie ciemne jeansy, białe adidasy nike i biały t-shirt, który podkreślał jego ciemną karnację skóry. Na lewym nadgarstku tykał brązowy zegarek, który przeplatał się z gumowymi opaskami Nike „Live strong” w kolorze żółtym.
- N…no. – Vicky zatkało. Pierwszy raz widziała go w zwykłych ubraniach, nie w stroju roboczym.
- Coś nie tak z moim wyglądem? – Chłopak zauważył, że dziewczyna mierzy go wzrokiem.
- Nie, nie, nie…oj nie, nie, nie. – Vicky zaczęła śmiać się nerwowo, wiedziała, że musi się opanować, bo już zaczyna pleść trzy po trzy.
- No to, vamos. – Antonio zmarszczył lekko brwi, spojrzał na siebie sprawdzając czy aby na pewno dobrze wygląda i ruszył przed siebie. Vicky spuściła wzrok karcąc się w myślach i potulnie pomaszerowała za chłopakiem.
- Vamos. – szepnęła do siebie.

 

***

 

- Agaaaaaa!! Ag !! Ag!! – Lena darła się z salonu.
- Czego?! Nie widzisz, że się przypalam!
- Czyś ty to widziała?! – Lena wparowała na balkon niczym Rambo i zaciągnęła Agnieszkę do balustrady.
- No co? – Aga zdawała się nie widzieć problemu.
- Jak to co?? – Lena wskazała na Antonia i Victorię  wychodzących razem na ulicę. – ONI ! – Krzyknęła Agnieszce prosto w twarz.
- Nie chcę być niegrzeczna, ale mnie oplułaś. – Aga zrobiła zniesmaczoną minę śmiejąc się przy tym jak szalona.
- Nic na to nie powiesz? – Lenie nie było do śmiechu.
- A co mam powiedzieć? Przecież znasz Victorię, nie wykorzystałaby chłopaka młodszego od siebie, w przeciwieństwie do pewnej osoby obecnej tu na tym balkonie. – Aga wskazała palcem na Lenę.
- No niby tak.
- A poza tym, ponoć nic nie czujesz do Antonia, to dlaczego przeżywasz niczym stonka wykopki? Hmm? – Agnieszka spojrzała na Lenę podejrzliwie.
- No bo nic nie czuję! Ale wiesz, byłam z nim umówiona i już się tak nastawiłam a tu nagle przychodzi i oświadcza, że musi iść z Victorią na miasto. Jakbyś ty się czuła?
- Ja bym to olała, skoro nie jesteś do niego emocjonalnie przywiązana. – Agnieszka wyłożyła się ponownie na krześle i zamknęła oczy. – A teraz pozwolisz? Zasłaniasz mi cenne promienie Madryckiego słońca, sio, sio. – Aga odgoniła Lenę machnięciem ręki.
- Nikt mnie nie rozumie. – Lena westchnęła i weszła z powrotem do mieszkania. Wtedy właśnie naszedł ją genialny (w jej mniemaniu) pomysł. – Będę ich śledzić! – Krzyknęła i w pośpiechu ubierając buty wybiegła z mieszkania.
- Zamknij… - Aga usłyszała kroki wybiegającej koleżanki i trzask drzwi, bez odgłosu przekręcanego klucza. - …za sobą kurde drzwi. – Dokończyła już sama do siebie zbierając się niechętnie i przekręcając zamek w drzwiach, które Lena zostawiła oczywiście otwarte.
- Co za wariatka, to się może tylko źle skończyć. – Skomentowała Agnieszka wracając na balkon i wybierając numer telefonu Victorii.

 


***



Antonio i Vicky szli spacerem w stronę ścisłego centrum Madrytu. Victoria miała wrażenie, że z każdym krokiem na ulicy przybywa samochodów a na chodnikach ludzi.
- To jak organizujemy poszukiwania? – Zapytał nagle Anto. – Masz coś konkretnego na oku? – dorzucił spoglądając na dziewczynę.
- Mam kilka namiarów, ale nie wiem czy oferty są nadal aktualne, wiesz jak to jest w świecie biznesu, czas płynie tam szybciej niż u normalnych ludzi. – Vicky zaśmiała się zakłopotana widząc zdziwioną minę Antonia.
- Masz te adresy gdzieś zapisane? – Zapytał po chwili.
- Jasne. – Victoria zaczęła grzebać w torebce, gdy w końcu znalazła notes, wręczyła go Antoniowi. Chłopak przejrzał listę adresów, zrobił zniesmaczoną minę, wyrwał kartkę, na której były zapisane i podarł ją ma milion małych kawałeczków.
- Dlaczego? – Vicky aż jęknęła widząc co zrobił Anto.
- Bo jesteś za bardzo zorganizowana. – Wyjaśnił jej chłopak.
- Że co? – Victoria patrzyła na Antonia z mieszaniną gniewu, zdziwienia i niedowierzania.
- No przecież żartuję. Chodzi o to, że okolica, w której znajdowały te się adresy, nie należy do najlepszych i najbezpieczniejszych. Chyba nie chcesz żeby ktoś ci przypadkiem zrobił krzywdę. – Antonio uśmiechnął się do Vicky i spojrzał przed siebie.
- No w sumie nie. – Odbąknęła mu dziewczyna.
- Autobus! – Krzyknął nagle Antonio, chwytając Vicky za rękę i ciągnąć biegiem za sobą w stronę strojącego na przystanku pojazdu.
- Boże za co mnie tak karzesz?! – Odkrzyknęła mu Vicky a Anto zaczął się śmiać radośnie.
- Szybko, szybko! Bo ucieknie! – Chłopak przyśpieszył ciągnąć za sobą Vicky niczym chorągiewkę powiewającą na wietrze.
Zdyszani wpadli do autobusu, który momentalnie po ich wejściu ruszył z miejsca. Antonio opadł bezwładnie na jedno z siedzeń z trudem łapiąc oddech. Spojrzał na ledwo żyjącą Victorię i nie potrafiąc się opanować roześmiał się radośnie.
- Ktoś tutaj ma słabą kondycję. – Wydeklamował.
- I chyba tych ktosiów jest dwóch. – Vicky usiadła obok Antonia, nadal z trudem łapiąc oddech i dała mu kuksańca w bok.
- Ja tam widzę tylko jednego. – Anto odwzajemnił kuksańca śmiejąc się.
- Wiesz… - Victoria spojrzała na chłopaka. – Możesz jechać do domu, wiem, że umówiłeś się z Leną. Chciałam ci to już wcześniej zaoferować, ale zaskoczyłeś mnie tym maratonem.
- Skoro tu jestem, to znaczy, że chcę. – Odpowiedział i uśmiechnął się czarująco.
- Ale wcześniej jakoś nie byłeś zachwycony.
- Bo wcześniej nie chciałem.
Victoria starała się doszukać sensu ukrytego w wypowiedzi towarzysza podróży, ale przychodziło jej to z ogromnym trudem. Nagle poczuła wibrowanie w torebce, wyjęła telefon i odebrała.
- Co jest kłamczucha?
- Spadaj na drzewo! – Odpowiedziała jej rozbawionym tonem Agnieszka.
- Co tam? Czemu dzwonisz? – Vicky również zaczęła chichotać.
- Bo jest sprawa. Wariatka poszła was śledzić i jak znam życie zgubi się bo nie wzięła ani mapy ani nawet telefonu. – Wyjaśniła sytuację Aga.
- Lena?
- A znasz jeszcze jakąś inną wariatkę, która wyleciałaby bez niczego w Madryt, z poziomem języka równym -50A? – Agnieszka zapytała z przekąsem.
- No nie. – Zgodziła się z powagą Vicky.
- Więc wszystko jasne.
- Czemu za nią nie pobiegłaś?
- Bo widzisz ja nie jestem na tyle stuknięta żeby lecieć za nią będąc prawie na golasa. Zanim bym się ubrała to ona już by była hen, hen.
- Dobra, to my zrobimy co w naszej mocy żeby ją znaleźć. – Victoria spojrzała na zaciekawionego rozmową Antonia.
- Ja się ubieram właśnie i też lecę jej szukać. Jesteśmy w kontakcie.
- Jasne. Jakby co to dzwoń. – Vicky rozłączyła się i spojrzała na chłopaka. – Mamy problem. – Dodała po chwili.
- Co się stało? – Zapytał.
- Lena postanowiła nas śledzić…i co za tym idzie na 99,999% się zgubi.
- No nie mogę. Zazdrośnica. – Antonio potarł tył karku dłonią i uśmiechnął się z satysfakcją.
- Musimy się wrócić.
- Moim zdaniem, jeśli nas śledziła i nie ma jej z nami w tym autobusie to wsiądzie w następny o tym samym numerze. Dojedźmy do końca i zaczekajmy na nią na przystanku. Co ty na to? – Antonio nadzwyczaj szybko znalazł rozwiązanie, które trudno było Victorii zakwestionować.
- Niby proste, nawet bym powiedziała, zbyt proste. – Vicky westchnęła ciężko.




Głosuj (6)

Eboniczek 21:09:34 10/01/2011 [Powrót] Komentuj


Cześć;) dodałam kolejne notki;) mana24
bez podpisu 13:24:01 23/01/2011
http://mana24-narukurenai.blog4u.pl/ IP: zalogowany

Podoba sie ;D

szczegolnie kategoria czytelnik miesiaca! ej ja nie zostałam?! wtf?
hahaha ;*

Nowo foto Leny... tamta lepsze ;d tutaj taka glupia such lol^^
ale i tak jest spox ;D

czekam czekam na ten odc ;):* migusiem!

love ;D
taa slawna Lena bedzie i potem wiadomo co hahaha
bez podpisu 11:55:48 23/01/2011
http://bittersweet-soccer.blog4u.pl/ IP: zalogowany

Zapraszam Cię do zwiększania wiedzy. Za czytanie w internecie otrzymujesz punkty, które wymienisz na nagrody. Zarejestruj się teraz, a otrzymasz 100 punktów ekstra. Zapraszam na PrzeczytamWszystkich.pl

http://przeczytamwszystkich.pl/przyjmij-zaproszenie?it=cc724ff81caf486c8bd4c393706af177
butterfly 12:54:32 21/01/2011
brak www IP: 82.160.125.18


Podstrona: *1* / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7 / 8 / 9