Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Welcome,
to chaotic heaven
8. Emotional rollercoster

Victoria z Antoniem wysiedli przy Gran Vía w samym sercu Madrytu. Okolica ta, pełna turystów, hoteli i sklepów, uważana jest za centrum stolicy Hiszpanii. Słońce nadal przygrzewało intensywnie, nie dając wytchnienia przemieszczającym się pośpiesznie ludziom.
- Trafna decyzja. – Antonio spojrzał na Victorię, która stała jak słup soli na skraju chodnika. Oczami szeroko otwartymi, wpatrywała się w każdy szczegół. Od momentu wyjścia z autobusu czuła jakby to miejsce rzuciło na nią czar. Było tak piękne, że serce zaczęło bić dziewczynie szybciej.
- Ale, że co? – Odbąknęła pozostając w transie.
- Mówię, że podjęłyście dobrą decyzję, żeby przyjechać do Madrytu latem. – Antonio zaśmiał się dostrzegając jak bardzo Victoria jest zauroczona.
- Wszystko tu jest takie, żywe. – Vicky zrobiła kilka kroków do przodu i uśmiechnęła się radośnie. – I piękne. – Dorzuciła nie przestając się uśmiechać.
- To jeszcze nic. – Antonio wypiął dumnie pierś i puścił dziewczynie oko.
- Jest takich miejsc więcej?
- Oczywiście! O wiele więcej i jeszcze piękniejszych. – Antonio rozłożył ramiona, jakby chciał kogoś objąć i okręcił się wokół własnej osi. – Madryt to perła Europy. – Dodał uśmiechając się od ucha do ucha.
- Kraków też. – Vicky wystawiła chłopakowi język i oboje roześmiali się radośnie.
***
Lena wsiadła właśnie do autobusu o tym samym numerze, do jakiego wbiegli wcześniej Antonio z Victorią. Po przejechaniu kilku przystanków spłynęła na nią jasność i zdała sobie sprawę, że nie wie, na którym przystanku ma wysiąść. Z sekundy na sekundę poziom strachu rósł a po przejechaniu następnych czterech przystanków przerodził się w panikę. Kiedy autobus zatrzymał się ponownie, Lena wstała ze swojego miejsca i nie wiedząc co zrobić, wysiadła. Znalazła się w okolicy, którą widziała pierwszy raz w życiu, była w ogromnym mieście, w obcym kraju, nie wzięła telefonu i nie znała dobrze języka. Natłok myśli sprawił, że ręce zaczęły się jej trząść a twarz pobladła. Nie miała żadnego pomysłu co teraz począć. Jedyne co jej przychodziło do głowy to wrócić do mieszkania. Był jednak jeden mały problem. Nie pamiętała adresu i w całym wcześniejszym podekscytowaniu podczas jazdy autobusem zapomniała liczyć przystanki. Zgubiła się nie na żarty. Usiadła na pobliskiej ławce i dumała nad swoją niedolą.
- Antonio jak po mnie nie przyjdziesz to z nami koniec. Cholera, przecież my nawet nie jesteśmy w związku. – Lena schowała twarz w dłoniach i czekała aż jakaś dobra dusza przyjdzie jej na ratunek.
***
Antonio stał na przystanku wypatrując kolejnego autobusu, Victoria siedziała na ławce zaraz obok chłopaka. Czas mijał, autobusy przyjeżdżały i odjeżdżały a Leny jak nie było tak nie było.
- Mam złe przeczucia.. – Victoria spojrzała na Antonia.
- Nawet nie mów. Na pewno zaraz przyjedzie. – Widać było, że Anto z minuty na minutę robi się coraz bardziej spięty.
- No wiesz, to w końcu blondynka. – Victoria przewróciła oczami i uśmiechnęła się lekko.
- Ale farbowana. – Zauważyła Antonio.
- To tak jak i Ty. Dwie farbowane blondynki. Dobraliście się, nie ma co. – Victoria uśmiechnęła się z przekąsem wskazując na włosy chłopaka.
- Przyznaj, że do twarzy mi w tym kolorze. Wiem, że o tym właśnie teraz myślisz. – Antonio usiadł obok Vicky na ławce i uśmiechnął się.
- Nawet mi to przez myśl nie przeszło! – Vicky odsunęła się od Antonia na koniec ławki i założyła ręce na piersi.
- Jasne, kobiety, które nie umieją się przyznać do swoich własnych myśli, w ogóle mnie nie kręcą. – Antonio przewrócił oczami i spojrzał znowu w kierunku, z którego przyjeżdżają autobusy.
- A mnie w ogóle nie kręcą farbowani blondyni, którzy mają 17 lat i nie wiedząc jak się zachować! – Victoria była coraz bardziej zła.
- Jak dalej będziesz zaprzeczać swoim własnym uczuciom i myślom to skończysz w pokoju bez klamek i o miękkich ścianach. – Antonio przysunął się do Victorii a ta momentalnie wstała.
- Ale jakim uczuciom? Chyba słońce ci za mocno w główkę przygrzało. Zła decyzja, że zgodziłam się z tobą jechać. – Victoria w przypływie emocji zaczęła się powoli oddalać.
- Hej, hej, a ty dokąd?! – krzyknął za nią Antonio.
- Byle dalej od farbowanej blondynki. – Odwarknęła mu Victoria i przyśpieszyła kroku.
- Nie żartuj! Nie chce zgubić i ciebie. – Chłopak podbiegł do Vicky i złapał ją za rękę.
- W takim razie przeproś.
- Ale za co?! – Antonio spojrzał na Vicky ze zdziwieniem.
- Nie ważne, po prostu przeproś. – Victoria zdawała sobie jak sprawę irracjonalnie się zachowuje, ale nie miała zamiaru przegrać tego pojedynku.
- Nie przeproszę, bo nie mam za co. – Wyjaśnił Antonio.
- Więc żegnam. – Vicky uwolniła się z uścisku dłoni chłopaka i zaczęła biec przed siebie.
- Co za kobieta! – Antonio zaczął ją gonić. – Wracaj tu wariatko! – krzyknął za dziewczyną. Vicky jednak nie miała zamiaru się zatrzymywać. Przechodnie, których mijali nie kryli zaciekawienia. Oglądali się i komentowali wymieniając porozumiewawcze uśmiechy. Jakiś młody mężczyzna krzyknął za Antoniem.
- Dalej chłopcze! Dziewczyny nie dogonisz?!
- Przestań mnie gonić do cholery! – Odkrzyknęła Vicky słysząc komentarz przechodnia.Antonio przyśpieszył, zmotywowany przez przypadkowego obserwatora. Victoria obejrzała się za siebie i dostrzegła, że Anto zmniejsza do niej dystans. Ona natomiast czuła, że zaczyna tracić oddech, po chwili pojawiło się również nieprzyjemne ukłucie w lewym boku, kolka. Dziewczyna nigdy nie była dobra w długo dystansowych biegach, jednak wola walki była na tyle silna, że zmusiła każdy możliwy mięsień do pracy na najwyższych obrotach. Victoria skupiła uwagę maksymalnie, wiedziała, że jeśli tylko na moment się rozkojarzy, to wpadnie na kogoś z impetem. Ludzi na stosunkowo wąskim chodniku było od groma, co utrudniało zarówno ucieczkę jak i pogoń. Nagle przed oczami dziewczyny, jak z pod ziemi wyrósł wózek z hot-dogami. Vicky w przypływie paniki, odbiła momentalnie w lewo i tym samym wyskoczyła na środek prawego pasa jezdni. Nadjeżdżający samochód z przeraźliwym piskiem opon zatrzymał się dosłownie o kilka centymetrów od jej nóg.
- O Jezu… - Vicky nie potrafiąc złapać oddechu, osunęła się na ziemię. Informacje docierały do niej z opóźnieniem. Zdawała sobie jednak sprawę, że mogła właśnie zginąć. Oddychając ciężko powoli podniosła do góry wzrok. W tym momencie dobiegł do niej Antonio, z przerażeniem wymalowanym na twarzy chwycił ją za ramiona i potrząsnął.
- Zwariowałaś?! – Krzyknął.
- Przepraszam. – Odbąknęła Vicky, nadal będąc w ciężkim szoku.
Z eleganckiego czarnego BMW, które stało na wyciągnięcie ręki, wysiadł młody mężczyzna i pośpiesznie podszedł do Antonia i Victorii.
- Nic ci się nie stało? – Zapytał kucając przy dziewczynie.
- Nie, nic jej nie jest. – Anto odpowiedział za Vicky, która spuściła znowu głowę łapiąc łapczywie powietrze.
- Byłem pewien, że nie wyhamuję. To jakiś cud. – Mężczyzna położył delikatnie Victorii dłoń na ramieniu a Antonio momentalnie przeniósł wzrok z Vicky na twarz nieznajomego, który w przeciągu sekundy stał się znajomym. Antonio otworzył szeroko oczy widząc przed sobą Kakę, który jest piłkarzem Realu Madryt. Zapadła chwile niezręcznej ciszy, którą przerwał jeden z zebranych wokół gapiów.
- Może trzeba zabrać ją do szpitala?
- Nie trzeba.. – Victoria podniosła do góry wzrok patrząc najpierw na Antonia a potem na swojego niedoszłego zabójcę.
- Byłbym jednak bardziej spokojny gdybyś dała się zawieść do szpitala. – Odpowiedział Kaka.
- Naprawdę, nic mi nie jest. Najadłam się tylko strachu. – Vicky nie poznała mężczyzny.
- Ja się nią zajmę. – Wyjaśnił Antonio pomagając Vicky wstać. Cała trójka weszła powoli na chodnik. Niektórzy gapie zaczęli się rozchodzić, natomiast ci którzy rozpoznali sławnego piłkarza, robili mu fotki. Kaka widząc flesze aparatów uśmiechał się z zakłopotaniem. Zdawał sobie bowiem sprawę, że jutro to wydarzenie znajdzie się na pierwszych stronach gazet.
- To my już pójdziemy. – Antonio nadal podtrzymywał Vicky.
- Może dacie mi wasze numery? Zadzwonię wieczorem, żeby dowiedzieć się czy na pewno wszystko w porządku. – Kaka czuł się winny.
- Nie trzeba. – Odpowiedział mu ostro Anto.
- Ale dlaczego nie? – Powiedziała Victoria, która wychodziła powoli z szoku.
- Bo niby po co? – Antoniowi z nieznanych przyczyn wyraźnie nie podobał się pomysł wymiany numerów.
- Chłopcze, ja mam żonę i dziecko. – Kaka roześmiał się biorąc niechęć Antonia za zazdrość, na co Anto momentalnie oblał się rumieńcem. – Możesz mi podać dłoń? – Kaka zwrócił się do Vicky.
- Dłoń? – Dziewczyna zmarszczyła brwi, ale posłusznie wysunęła rękę w kierunku piłkarza. Ten wyjął długopis z kieszeni marynarki i zanotował swój numer telefon na dole jej dłoni.
- Bardzo cię proszę, zadzwoń wieczorem. Jeśli nie zadzwonisz i nie upewnisz mnie, że wszystko dobrze, to nie będę mógł w nocy spać. – Kaka pogroził Vicky palcem i obdarzył ją czarującym uśmiechem.
- Jasne. – Victoria spojrzała tępo na cyferki widniejące na dłoni i uśmiechnęła się lekko.
- Nie zatrzymuję was dłużej. Opiekuj się lepiej swoją dziewczyną.– Kaka wskazał na Antonia, po czym wskoczył do swojego czarnego BMW i odjechał.
- Jaką dziewczyną? – Victoria spojrzała na Antonia pytająco a ten parsknął śmiechem.
- Czemu się śmiejesz, nie rozumiem. – Vicky nadal wlepiała wzrok w chłopaka.
- Szkoda, że jesteś urocza tylko po traumatycznych zajściach. – Antonio uśmiechnął się z przekąsem a Victoria w odpowiedzi uderzeniem go lekko pięścią w brzuch.
- Cóż za siła, Herkulesie.
- Nie lubię cię. – Vicky spojrzała Antoniowi w oczy.
- Ani ja ciebie. – Anto spuścił wzrok czerwieniąc się uroczo.
***
Lena w tym czasie wyłożyła się na ławce niczym pierwszej klasy żul i czekała na zbawienie.
- Antonio, gdzie jesteś? Och Antonio.. – z zamkniętymi oczami nuciła sobie pod nosem słowa piosenki, którą właśnie wymyśliła. Nagle poczuła, że coś bądź ktoś zasłania jej słońce. Otworzyła powoli oczy i zobaczyła stojącą nad nią Agnieszkę.
- Ty debilu. – Aga powitała koleżankę pochwałą intelektu.
- Agnessss! - Lena uradowana rzuciła się Agnieszce na szyję. – Przyszłaś mi na ratunek, kocham cię! – Ściskała biedną Agę z całych sił.
- Ktoś musiał. – Agnieszka starała się uwolnić z objęć przyjaciółki.
- A gdzie Victoria z Antoniem? – Lena momentalnie rozluźniła uścisk i zaczęła się rozglądać.
- Nie wiem, pewnie też cię szukają. – Wyjaśniła Agnieszka.
- To jak to? Nie ma ich z tobą? – Lena nie kryła rozczarowania.
- Jak widać, nie ma. – Aga westchnęła ciężko. - Ale zaraz do nich zadzwonię i powiem, że znalazłam zgubę. – Agnieszka wyciągnęła telefon i wykręciła numer Victorii. Lena w tym czasie robiła wszelkie możliwe miny ilustrujące cierpienie i rozczarowanie.
- Krzywisz, jak dziecko, które nie chce zjeść owsianki. – Aga skomentowała zerkając na Lenę.
- Bo widzisz, to Antonio miał mnie znaleźć i uratować. – Wyjaśniła Lena.
- Dziewczyno, wyjdź z wyimaginowanego świata bajek i zacznij żyć w realnym świecie. – Aga przerwała połączenie z telefonem Vicky.
- Nie odbiera? – Lena zrobiła wielkie oczy.
- No, nie odbiera. – Potwierdziła Aga.
- Wiesz co to znaczy? – Lena chwyciła się za głowę.
- Co?
- Oni, razem, romans, zdrada! – Lena się skrzywiła.
- Jasne, na pewno. – Stwierdziła sarkastycznie Agnieszka, która nie mogła sobie nawet wyobrazić Victorii z młodszym od siebie chłopakiem.
- Jeśli mnie zdradzi, to rzucę się pod pociąg! – Lena wstała energicznie i rozbawiona swoim pomysłem zaczęła chichotać.
- Mam lepszy pomysł, rzuć się pod auto lub skocz z naszego balkonu. Będzie łatwiej, pociąg trudniej zorganizować. – Agnieszka uśmiechnęła się do Leny.
- W takim razie pod auto… - Lena zrobiła kilka kroków w kierunku jezdni.
- Zgłupiałaś już do reszty?! – Aga chwyciła Lenę za rękę w momencie kiedy ta robiła krok na jezdnię. Czarne BMW przejechało koło dziewczyn ze świstem powietrza.
- No przecież tylko żartuję. – Lena uśmiechnęła się do Agnieszki. – Ale…dzwoń do nich! Chcę wiedzieć co robią! – Lena potrząsnęła Agą i obie dziewczyny zaczęły się śmiać.
Głosuj (4)
Eboniczek 21:22:14 23/01/2011 [
Powrót]
Komentuj
Strasznie fajnie się czyta ;). A to BMW co potem przejechało na koniec to pewnie to samo co potrąciło prawie Victorię. xD
ClaraMoonlight13 21:28:35 6/02/2011
http://marzenie-o-zyciu-bez-tajemnic.blog4u.pl/ IP: zalogowany
Wybacz, że dopiero teraz, ale dopiero w ferie znajdę czas. Ten szablon jest śliczny :D Przeczytałam fragment i jestem pod wrażeniem. Nie mogę się doczekać aż przeczytam w całości
Madelaine 15:29:38 5/02/2011
brak www IP: 95.40.28.133
No właśnie ja też tak mam. Ludzie, którzy osobiście mnie znają, twierdzą że jeśli myślę, że postępuję w porządku i w zgodzie ze samą sobą, to pozdro sześćset. Ja tam na to leję, bo nie są oni już dla mnie ludźmi, którzy jakkolwiek mogliby wpłynąć na moje decyzje. (;
No ale oni już odchodzą od kościoła. O___O Wczoraj byłam na pierwszopiątkowej mszy dla dzieci właśnie, na 17, i wiesz co? Było z 10, może z 12 dzieciaków. 12! A oni mają komunię w tym roku. O___O no to gratulacje.
Ahahahaha, srebrne. Ja nie lubię takich, czuję się jak metalówa, kiedy sobie przypomnę, że kiedyś miałam taki kolor na paznokciach. A czerwony jest zajebisty! Taki kolor... Uczucia. ;D
Tosia. 08:32:41 5/02/2011
http://okejokej.wjo.pl/ IP: zalogowany
Podstrona:
*1* /
2 /
3 /
4 /
5