Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
10. Discover my feelings.

Navigation:

Odwiedziło: 10741 osób
Księga Gości
Dodaj mnie do ulubionych

Odcinki:

#1. Give a thing
and take a thing.


#2. Żale i nostalgie.

#3. Our flight doesn't
have a pilot.


#4. Crazy day out.

#5. Home Sweet Home.

#6. A Bad Morning To
You. Troublemakers.


#7. Heart GPS.

#8. Emotional
Rollercoster.


#9 ¿Qué está pasando conmigo?

#10 Discover my feelings.

#11 The Prince.

Bohaterowie:



xxx
xxx
xxx
xxx
Welcome,
to chaotic heaven


10. Discover my feelings.

Po zjedzonej kolacji Lena z Antoniem postanowili odwiedzić jedną  z Madryckich dyskotek. Nocne życie właśnie rozpoczynało się na ulicach i grupki młodych ludzi śmiejąc się radośnie krążyły po ulicach. Wszyscy gdzieś zmierzali, każdy miał jakiś cel, rzadkością było zobaczyć kogoś idącego samotnie. Lena złapała Antonia delikatnie za dłoń i rumieniąc się dziękowała opatrzności, że jest już ciemno. Chłopak uśmiechnął się ściskając jej rękę w swojej. Szli powoli nie oglądając się za siebie, światła uliczne to wydłużały to skracały ich dwa cienie, które zlewały się momentami w jeden.
- Myślisz, że cię wpuszczą do jakiegoś klubu? – Lena uśmiechnęła się do Antonia zadziornie wiedząc, że jest jeszcze nieletni.
- Ja nie musze myśleć, ja to wiem. – Anto wyciągnął z kieszeni dokumenty i pokazał Lenie dowód osobisty, na którym widniały dane: Antonio Jose Peres, wiek 23.
- Żartujesz?! – Lena wyrwała dokument z rąk chłopaka i zaczęła go uważnie oglądać.
- Dałem za to cudeńko 70 euro. – Wyjaśnił po chwili widząc nadzieję w oczach Leny.
- Ach... – Lena westchnęła zawiedziona, przez sekundę myśląc, że Anto naprawdę ma 23 lata.
- Przynajmniej mogę udawać pełnoletniego. – Antonio starał się nie pokazać po sobie, że zabolała go reakcja Leny. Schował dłonie wraz z dowodem z powrotem do kieszeni. Lena zauważyła, że mina chłopaka trochę się zmieniła.
- Jesteś na mnie zły?
- Nie tyle na ciebie co na siebie. – Antonio uśmiechnął się delikatnie.
- Nie rozumiem. – Lena zrobiła bezradną minę.
- To nic, nie ważne. – Antonio wskazał budynek w zasięgu ich wzroku i sporą grupę ludzi stojących w kolejce przed nim. – Jesteśmy oto i „Mojito”, mój ulubiony klub. – Dodał.
- Mojito? Taka sama nazwa jak drink, który najbardziej smakuje Vicky! – Zauważyła Lena, na co Antonio skrzywił się mimowolnie.
- Przepraszam, chyba powinnam się zamknąć. – Lena westchnęła ciężko, widząc, że atmosfera coraz bardziej się psuje.
- To też moja wina. – Antonio zmierzwił sobie włosy i uśmiechnął się krzywo.
- Nie tylko twoja ale i moja. – Lena stanęła na palcach poprawiając fryzurę chłopakowi.
- Dzięki. – Anto podziękował jakby nie tylko za zrobienie porządku z włosami.
Dwójka stanęła w kolejce do klubu wymieniając co jakiś czas jakieś spostrzeżenia i uwagi. Antonio co jakiś czas wybuchał śmiechem gdy Lena palnęła coś z kosmosu, albo gdy przekręciła jakieś słowo tak, że tworzyła się z niego karykatura. Lena natomiast obiecała sobie, że już na pewno dziś nie wspomni o Victorii. Z jakiegoś powodu wzbierała w niej złość na przyjaciółkę. Nie była jeszcze przekonana co tymi uczuciami kieruje. Wiedziała jednak, że Antonio zachowuje się dziwnie za każdym razem gdy wspomni o Vicky i to ją martwiło.


***


Czarne BMW pędziło ulicami Madrytu a Victoria coraz bardziej zaciskała dłonie na udach, usilnie starała się nie zacząć krzyczeć. Prędkość z jaką jechali była bardzo odczuwalna w samochodzie, co oznaczało, że jadą naprawdę bardzo szybko. W końcu nie wytrzymała.
- Życie ci nie miłe?! – Warknęła obrzucając Kakę morderczym spojrzeniem.
- A… - Ricardo spojrzał na dziewczynę zdziwiony.
- Patrz na jezdnię na litość boską! – Victoria spłynęła po siedzeniu jak ciecz.
- Aaa, o to ci chodzi. – Kaka roześmiał się radośnie zdejmując lekko nogę z gazu.
- Nie dziwię się, że o mało mnie nie przejechałeś. – Victoria nadal obrzucała mężczyznę spojrzeniem pełnym sztyletów, żyletek i noży.
- No już, już. Zwolniłem, zadowolona? – Kaka miał ubaw z reakcji dziewczyny. – Boisz się szybko jeździć samochodem? – Zapytał zerkając na nią.
- Nie, że się boję, ale odczuwam lekki dyskomfort gdy wiem, że moje życie wisi na włosku. – Wyjaśniła z przekąsem Vicky.
- Jeszcze nie wiesz jak dobrym kierowcą jestem. Jakbyś znała mnie dłużej to nawet do głowy by ci nie przyszło, żeby się bać. – Ricardo uśmiechnął się czarująco.
- Jak Boga kocham, współczuję twojej rodzinie. – Victoria przewróciła oczami a Kaka odpowiedział jej wybuchem radosnego śmiechu.
– A tak właściwie to… - Vicky spojrzała na mężczyznę. – Jak masz na imię? – Bąknęła zdając sobie sprawę, że wlazła do samochodu z kompletnie obcym facetem.
- No ładnie, dopiero teraz o to pytasz? – Kace dopisywał dobry humor, natomiast Victoria non-stop na niego burczała.
- Przedstawisz się czy mam wysiąść?
- A wysiadaj, proszę bardzo. Chciałbym jednak nadmienić, że mamy 120 na liczniku. – Uśmiech nie schodził Kace w twarzy.
- Lubisz mi dokuczać. – Stwierdziła Victoria biorąc głęboki wdech. Nagle samochód zaczął powoli zwalniać, by po chwili zatrzymać się na poboczu. Vicky wyjrzała przez okno, stali gdzieś w dupie wielkiej (czyt. Vicky nie miała pojęcia gdzie są).
- Ricardo, bardzo mi miło cię poznać. Mam nadzieję, że wybaczysz, iż nie przedstawiłem się od razu. – Kaka ucałował delikatnie dłoń Victorii na co dziewczyna oblała się najbardziej intensywnym rumieńcem w życiu.
- O Jezu. – Bąknęła.
- Nie Jezus, tylko Ricardo, no ale jak już musisz to Jezus też może być. – Kaka puścił Victorii oko a ta po raz kolejny poczuła, że zamienia się w ciecz i spływa po siedzeniu.
- Victoria. – Vicky bąknęła jakby do siebie.
- Wiem, słyszałem jak twój nieletni chłopak się do Ciebie zwracał. Miło mi cię oficjalnie poznać. – Uśmiech nadal gościł na twarzy Ricarda.
- Mój nieletni chłopak? – Victoria zdawała się zapomnieć o istnieniu reszty świata.
- Hmm, Antonio?
- Ach! – Vicky powróciła na planetę Ziemię. – To nie mój chłopak. – Dodała momentalnie.
- Nie? A to niespodzianka, pierwszy raz źle oceniłem sytuację. – Kaka zamyślił się na moment, żeby dosłownie po chwili na jego twarz powrócił promienny uśmiech. – To bardzo dobrze, że nie masz chłopaka. – Dodał.
- Nie powiedziałam, że nie mam. Powiedziałam tylko, że Antonio nim nie jest. – Victoria wystawiła Kace język i mimowolnie się uśmiechnęła.
- Już za późno, wszystko wiem. – Kaka zapalił silnik.
- Co miałeś na myśli mówiąc, że to dobrze, że nie mam nikogo? – Zaciekawiła się Victoria.
- Tajemnica. – Kaka uśmiechnął się uroczo, w tym samym momencie samochód ponownie ruszył.
- Tajemnica, tajemnica. – Vicky zaczęła przedrzeźniać Ricarda, a gdy ten zauważywszy miny dziewczyny roześmiał się.
- Przestań, bo ci tak zostanie. Bozia karze niegrzeczne dziewczynki i te, które przedrzeźniają przystojnych piłkarzy.
- Piłkarzy? – Vicky zmarszczyła momentalnie brwi spoglądając w kierunku Ricarda.
- Moje hobby. – Kaka wybrnął w sytuacji zawodowo i momentalnie zmienił temat. – Podaj mi proszę telefon ze schowka, zamontuj słuchawkę i przypnij mi ją do ucha. – Polecił.
- Coś jeszcze o królu? – Syknęła Vicky.
- Ojej, jaka drażliwa, czyżby panienka była nie w sosie po zabawie w chowanego? – Kaka odpowiedział syknięciem, po czym zaczął chichotać.
- Dobrze jest śmiać się z niedoli innych...  – Victoria zabrała się za podłączania zestawu słuchawkowego do telefonu.
- Nie chciałem, przepraszam. – Kaka nie spuszczając wzroku z jezdni wyciągnął dłoń po telefon.
- Nic się nie stało. – Wymamrotała Vicky kładąc telefon w dłoni mężczyzny.
- Właściwie to, mogłabyś wybrać z listy numer do mojej żony? – Kaka zerknął na Vicky i uśmiechnął się.
- Będziesz usprawiedliwiał swój późny powrót do domu? – Vicky trafiła w sedno na co Ricardo trochę się zmieszał.
- Dokładnie.
- I co jej powiesz?
- Że jestem na spotkaniu.
- A jak zapyta na jakim spotkaniu?
- To odpowiem, że biznesowym. – Kaka uśmiechnął się ponownie.
- Takie słodkie kłamstwo? – Zadrwiła lekko Vicky.
- Nie do końca kłamstwo. – Na ustach Ricarda pojawił się chytry uśmieszek.
- Czuje, że chcesz mnie w coś wrobić. – Bąknęła Victoria.
- Ja? A w życiu, gdzieżbym śmiał. – Kaka roześmiał się radośnie.
- Domek? – Victoria spytała przeglądając książkę adresową w telefonie Ricarda.
- Tak.
- Proszę. – Dziewczyna podniosła się w swoim siedzeniu i zaczęła montować słuchawkę na uchu Kaki.
- Łaskoczesz.
- To się nie wierć, ruszasz tą swoją bujną czupryną i nie mogę się skupić. – Wyjaśniła Vicky uśmiechając się do Ricarda.
- Wcale się nie wiercę, a na to że moja uroda cię rozprasza, to już nic nie poradzę. – Kaka uśmiechał się promiennie.
- Gotowe i proszę nie pleć mi tutaj więcej. – Victoria wiedziała, że komentarz Ricarda był 100% trafny. Ręce jej się trzęsły gdy dotykała jego ucha. Chłostała się w myślach przywołując się do porządku. Wybrała numer i wróciła do pozycji wyjściowej na swoim fotelu. Kaka zaczął rozmawiać z żoną przez telefon a Vicky mimowolnie słuchała całej konwersacji. Kobieta wydawała się nie być zadowolona, że Ricardo wróci później do domu, co było oczywistą reakcją martwiącej się żony. Po chwili rozmowy Kaka pożegnał się i dał znać Vicky kiwnięciem głowy, żeby rozłączyła połączenie, co dziewczyna pokornie wykonała.
- To teraz zdejmij mi słuchawkę z ucha. – Kaka spojrzał na Victorię rozbawiony.
- Nie ma mowy, to wymaga pracy tyko jednej ręki, poradzisz sobie, wierze w ciebie. – Vicky oblała się rumieńcem i wlepiła wzrok w szybę samochodu. Nie miała zamiaru dawać mu satysfakcji z trzęsących się ponownie dłoni.
- Dobrze, już dobrze. – Kaka śmiał się radośnie. – Kocham te twoje reakcje. – Dorzucił, na co Victoria zarumieniła się jeszcze bardziej. – Jesteśmy, tylko się nie przestrasz, wywiozłem cię na drugi koniec Madrytu. – Wyjaśnił Kaka, gdy parkował samochód na parkingu.
- Chyba jakoś to wytrzymam o ile mnie potem odwieziesz do domu.
- O to się nie martw. – Kaka uśmiechnął się chytrze i wysiadł z samochodu, Vicky poszła w jego ślady. Ricardo opierał się o drzwi swojego opływowego BMW i dzwonił do kogoś. Victoria mimowolnie zaczęła rozglądać się wokół. Znajdowali się na sporym parkingu a przed nimi wznosił się niewielki budynek restauracji z napisem „Mi Amor”. Kiedy Vicky przestała podziwiać piękne zdobienia budynku, jej wzrok powędrował powoli po samochodach. Zdała sobie sprawę, że wszystkie wyglądają jakby dopiero co wyjechały z fabryki. Zaczęła przechadzać się powoli wokół tej idealnej kolekcji samochodów i zastanawiać się czy aby na pewno jest ubrana odpowiednio, żeby wejść do tej restauracji. Spojrzała ponownie w stronę Ricarda, ten jednak nadal rozmawiał przez telefon. Vicky westchnęła ciężko i oparła się lekko o czerwone porsche, które stało obok samochodu Kaki.


***


Lena z Antoniem po 20 minutach czekania zostawi wpuszczeniu do klubu. Ku zdziwieniu Leny, fałszywy dowód osobisty Antonia nie wydał się ochroniarzom ani trochę podejrzany. Muzyka grała na maxa, Lena nie znała tego kawałka, było to jednak typowe lasujące mózg techno. W klubie panował ogromny tłok, widać było, jak bardzo lubiane jest to miejsce. Lena jednak nie widziała w nim nic nadzwyczajnego, była to jedna z wielu dyskotek, których już sporo odwiedziła w swoim życiu.
- Może usiądziemy? – Zaproponował Antonio po znalezieniu wolnych miejsc w loży.
- Jasne. – Lena kiwnęła głową na znak, że się zgadza. Muzyka była tak głośna, że musiałaby znacząco podnieść głos, żeby Antonio usłyszał. Rozsiedli się wygodnie na jednaj z czerwonych kanap.
- Czego się napijesz? – Antonio zbliżył usta do ucha Leny i zapytał.
- Um, może piwo z sokiem. – Lena zaczerwieniła się lekko.
- Zaraz wracam w takim razie. – Antonio zniknął z pola widzenia Leny, żeby po chwili wrócić z dwoma piwami. Sytuacja wydawała się Lenie trochę dziwna i niezbyt jej się podobała. W huku klubowej muzyki ciężko było się porozumieć, obok w loży jakaś para zaczęła się namiętnie całować a centralnie przed jej nosem jakiś pijany nieznajomy właśnie zaczął tańczyć. Na domiar złego Antonio pił piwo za piwem a ona nie miała pojęcia jak zwrócić mu uwagę. Po piątym kuflu postanowiła jednak przejąć inicjatywę.
- Zawsze tak dużo pijesz?
- Dużo? – Antonio spojrzał na pięć pustych kufli stojących na brzegu ich stolika. – W sumie rzadko. – Chłopak był już lekko wstawiony co zdenerwowało Lenę jeszcze bardziej.
- No to może już przestaniesz? – Lena założyła ręce na piersi w geście obrazy.
- Przepraszam, dziś jakoś lepiej mi alkohol podchodzi. – Antonio wstał i lekko się zatoczył.
- A ty gdzie?! – Lena się uniosła.
- Do łazienki, spokojnie. Już więcej nie piję. – Antonio uśmiechnął się do Leny i oddalił powoli w stronę toalet.
- Co za beznadzieja… - Lena schowała twarz w dłoniach, gdy nagle runęło na nią coś ciężkiego. Przestraszona odskoczyła w prawo wskakując przez przypadek jakiemuś chłopakowi na kolana. – Ach! Przepraszam! – Krzyknęła widząc zniesmaczoną minę dziewczyny siedzącej obok chłopaka. Szybko wstała i spojrzała na miejsce, w którym przed chwilą siedziała z Antoniem. Było ono już zajęte przez innego pijanego osobnika. Lena westchnęła ciężko i udała się w kierunku męskich toalet, przycupnęła przy drzwiach i czekała na Antonia.
- A miało być tak pięknie… - Lena westchnęła ciężko i mechanicznie wyjęła telefon z kieszeni. Kliknęła kilka razy i wyświetlił jej się numer Victorii. Wpatrywała się tępo w komórkę, gdy nagle dostrzegła dłoń Antonia wyciągniętą w jej stronę. Spojrzała na rękę i powiodła wzrokiem w górę, momentalnie wyciągnęła swoją dłoń i złapała dłoń chłopaka.
- Chodźmy stąd… - Bąknęła. Antonio kiwną tylko głową i obydwoje wyszli z Mojito. Antonia co jakiś czas znosiło to na prawo to na lewo. Lena choć w złym nastroju, zaczęła cicho chichotać.
- Możemy na chwilę… odpocząć. – Wybełkotał Anton siadając na ziemi.
- Ej, to może jak człowiek na ławce? – Lena nie mogła opanować śmiechu.
- A może i ławka być. – Antonio przy pomocy Leny wstał z ziemi i rozsiadł się na pobliskiej ławce. Gdy Lena usiadła obok niego, on oparł lekko głowę na jej ramieniu.
- Chyba jestem trochę pijany. – Stwierdził nagle.
- No co ty. Wydaje ci się. – Lena parsknęła śmiechem.
- Za dużo się ostatnio wokół mnie dzieje. Od waszego przyjazdu w cale nie czuje gruntu pod nogami, nagle wszystko stało się takie…dziwne. – Anto zamknął oczy i westchnął ciężko.
- Czemu dziwne? – Dopytywała Lena.
- Nie wiem, może za dużo pięknych kobiet się wokół mnie kręci. Jedna taka brunetka doprowadza mnie do szewskiej pasji i … - Antonio zamilkł a Lena wstrzymała oddech, wiedziała, że za chwilę może dowiedzieć się co zaszło pomiędzy Victorią a Antoniem. Nie była pewna czy chce znać uczucia chłopaka, bała się, że mimo tego, iż są teraz razem, on myśli o Victorii.
- Chodźmy do domu… - Szepnęła nagle nie poznając swojego własnego głosu. Wstała i pomogła Antoniowi się podnieść. Szli powoli w stronę kamienic. Antonio nie wrócił już do tematu Vicky, za co Lena była mu po cichu wdzięczna.



Głosuj (5)

Eboniczek 22:06:18 12/03/2011 [Powrót] Komentuj


Wiem, że masz dużo zajęć, ale mam nadzieję iż wreszcie się doczekam nowego rozdziału ; )
bez podpisu 18:43:48 29/04/2011
http://breathe-drizzle.wjo.pl/ IP: zalogowany

Rozdział jak zawsze sympatyczny. Nabrałam nadziei razem z Victorią, gdy Antonio pokazał jej paszport, na którym widniał podwyższony wiek, co jest trochę dziwne w moim wypadku ;D Ale szkoda, że się opił, choć w sumie może coś z tego wyniknie, jak np. nieplanowane zwierzenia.
Trochę mnie nie było, ale wracam do blogowania. Pzdr. ;)
bez podpisu 20:50:44 13/04/2011
http://niewidzialne-litery.blog4u.pl/ IP: zalogowany

Wreszcie nowa notka. Zapraszam serdecznie ;)
Amy 21:54:10 12/04/2011
http://moje-drugie-zycie.blog4u.pl/ IP: zalogowany


Podstrona: *1* / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7