Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Welcome,
to chaotic heaven
11. The prince

- Pani pozwoli. – Ricardo wyrwał Victorię z zamyślenia wyciągając w jej stronę dłoń.
- Ach… - dziewczyna podniosła do góry brwi nie kryjąc zdziwienia.
- Czemu patrzysz na mnie jakbym był pierwszym mężczyzną, który tak się do ciebie zwrócił?
- Właściwie to… - Victoria tym razem zrezygnowała ze szczerości. – Oczywiście, że nie jesteś pierwszym, który tak do mnie powiedział. – Fuknęła i jakby od niechcenia podała mu swoją dłoń.
- Przyzwyczajaj się. – Ricardo ścisnął dłoń dziewczyny w swojej i puścił jej oko. Oboje udali się wolnym krokiem w stronę restauracji. Gdy wchodzili po drewnianych schodach, deski w mahoniowym kolorze zaskrzypiały lekko. Zabrzmiało to jak ciche jęknięcie protestu. Ricardo spojrzał z ukosa na Victorię i zaczął chichotać jak nastolatek.
- Co cię tak rozbawiło? – Zaciekawiła się dziewczyna.
- Przyjeżdżam tu co najmniej raz w tygodniu, czasem sam, czasem ze znajomymi i pierwszy raz słyszę, że te deski skrzypią jak się po nich idzie.
- Jakieś insynuacje? – Victoria domyśliła się, że to co bawi mężczyznę to nie skrzypiące deski i obrzuciła go groźnym spojrzeniem.
- Czas przejść na dietę. – Ricardo złożył usta w dziubek i cmoknął zalotnie do Victorii na co dziewczyna zaczerwieniła się momentalnie odwracając twarz od mężczyzny i udając wielce obrażoną.
- Sam się odchudzaj… - Bąknęła jakby do siebie.
Ricardo nie przestając się uśmiechać otworzył Victorii drzwi jak prawdziwy dżentelmen. Ich uszu dobiegł cichy odgłos dzwoneczka zawieszonego tuż nad wejściem.
- Urocze. – Skomentowała Victoria rozglądając się po wnętrzu restauracji. Światła były przygaszone, tworzyło to bardzo romantyczny nastrój. Na oknach i stołach porozstawiane były świece w pastelowych kolorach, ich delikatny waniliowy zapach czuć było pośród aromatów potraw roznoszonych przez elegancko ubranych kelnerów i kelnerki. Victoria obrzucała salę zaciekawionym spojrzeniem, z przyzwyczajenia zaczęła liczyć stoły. Zajęło jej to zaledwie kilka sekund, ponieważ było ich tylko piętnaście. Każdy oddzielony od siebie „murem” roślin, których Victoria nie potrafiła nazwać. Do głowy dziewczyny zapukał obraz Leny, która na pewno potrafiła by opisać wierszem każdy kwiatek, w końcu nie na darmo skończyła ogrodnictwo. Victoria uśmiechnęła się lekko do siebie i zerknęła w prawo. Przy wysokim kontuarze siedziała piękna, szczupła, elegancka kobieta i uśmiechała się do Victorii i Ricarda zachęcająco.
- No podejdźcie tu dzieci. Nakarmimy was, ugościmy a potem wrzucimy do kotła i zjemy. – Odezwał się w Victorii jej irracjonalizm, który przypomniał bajkę o Jasiu i Małgosi. Kobieta była zbyt piękna, żeby nie okazała się wiedźmą, która przybrała tylko postać cudownej nimfy.
- Przestań. – Vicky pacnęła się otwartą dłonią w czoło na co Ricardo oczywiście nie zapomniał zachichotać.
- I jak pierwsze wrażenie? – Szepnął nachylając się lekko do Vicky, na co dziewczyna podskoczyła lekko czując jego oddech na szyi.
- Bardzo…pozytywne. – Victoria obdarzyła Ricarda swoim uśmiechem firmowym numer pięć skupiając uwagę na czarownicy, tzn. nimfie, która teraz witała się czule z jej towarzyszem.
- Miło mi cię widzieć po raz drugi w tym tygodniu Ricardo. – Kobieta cmoknęła mężczyznę delikatnie w prawy policzek i uśmiechnęła się czarująco. – Stolik ten co zawsze? – Zapytała, choć za pewne znała już odpowiedź.
- Tak Lindo, dziękuję. – Ricardo odwzajemnił uśmiech.
- Dla dwojga? – Czarownica, tzn. nimfa zwana Lindą zerknęła na Victorię a tą aż przeszedł zimny dreszcz.
- Tak, dziś jestem tylko z tą młodą damą. – Ricardo ujął dłoń Victorii ponownie.
- Rozumiem. – Linda posłała Victorii groźne spojrzenie, po czym odwróciła się z gracją na pięcie i wolniutko zaprowadziła Vicky i Ricarda do ich stolika. Gdy oboje już siedzieli, kobieta podała im menu.
- Rozgośćcie się, zaraz do was wrócę. – Linda odeszła od stolika a Vicky ze świstem wypuściła z płuc powietrze.
- Mm? – Ricardo spojrzał z zaciekawieniem na swoją towarzyszkę.
- Nic, to nic, wydaje mi się, że tracę rozum. – Vicky wbiła wzrok w kartę dań.
- Dlaczego?
- Mam wrażenie, że Linda za mną nie przepada, choć poznała mnie zaledwie 10 minut temu. – Victoria wpatrywała się w literki starając się skupić na czytaniu.
- Nie zwariowałaś. – Ricardo wsparł delikatnie policzek na dłoni spoglądając na Victorię. – Linda była moją dziewczyną, dwa lata przed poznaniem Caroline, mojej żony. – Dodał czekając na reakcję Vicky.
- Okrutny z ciebie mężczyzna Ricardo. – Skomentowała Victoria odrywając oczy od menu i spoglądając na swojego towarzysza.
- Wiem. – Ricardo wpatrywał się w Vicky jeszcze bardziej intensywnie, jakby to co powiedziała uruchomiło w nim ukryty pokład emocji. – Na co masz ochotę? – Zapytał nagle zmieniając kompletnie temat.
- Co? – Victoria zgłupiała.
- Wybrałaś już potrawę? – Ricardo zauważył zmieszanie dziewczyny i obdarzył ją ciepłym uśmiechem. Okrutny mężczyzna z przed sekundy momentalnie zniknął, rozpłynął się w powietrzu, jakby go w ogóle nie było, istniał jednak, cały czas siedział przed Victorią. Dziewczyna poczuła nagły przypływ zaintrygowania. Osoba, która uśmiechała się do niej od momentu poznania posiada również inne oblicze, czuła, że chce poznać każdą twarz tego mężczyzny i wszystko co tkwi w jego głowie. Zdając sobie sprawę ze swoich myśli, zarumieniła się lekko i wbiła powrotem wzrok w kartę.
- Jeszcze chwilę. – Odpowiedziała.
- A co powiesz na to, że ja zamówię za nas oboje? Chciałbym żebyś spróbowała mojego ulubionego dania. – Ricardo zamknął menu i z gracją odłożył je na róg stołu, tak żeby przechodzący obok kelner z łatwością zabrał je gdy będzie przechodził obok sprawdzając czy im czegoś nie brakuje.
- W porządku. – Zgodziła się Vicky. Była ciekawa co lubi jeść i co mu smakuje. Po chwili do stolika podeszła Linda i nachylając się delikatnie nad Ricardem zapytała czy już zdecydowali.
- Dwa razy to co zwykle i butelkę Chateau Petrus Pomerol A.O.C. w kieliszkach Bordeaux, proszę. – Wydeklamował Ricardo, na co Victoria mimowolnie rozdziawił usta. Znała się trochę na winach i wiedziała, że za to wino w Polsce dałaby około 10 tysięcy złotych. Zatkało ją, starała się zebrać myśli.
- Przecież prowadzisz. – Pisnęła nagle, zdając sobie sprawę, że jej głos nie brzmi normalnie.
- O to się nie martw. – Ricardo puścił dziewczynie oko a Linda obrzuciła ją ponownie wrogim spojrzeniem. Victoria jednak nie zwracała już na to w ogóle uwagi. W głowie zapaliło jej się natomiast czerwone światełko ostrzegawcze. Skoro Ricarda stać na takie wino, to musi być bardzo bogaty. Zaczęła łączyć powoli fakty.
- Będziemy jedli białe mięso? – Victoria zebrała myśli przypominając sobie z czym pije się tego rodzaju wino.
- Tak, widzę, że znasz się na Bordeaux. – Ricardo nie krył zaciekawienia.
- Co nieco. – Victoria uśmiechnęła się nonszalancko. Chwaliła sobie w duchu te trzy miesiące ostatnich wakacji, podczas których pracowała jako barmanka w Anglii.
- Intrygujesz. – Ricardo uśmiechnął się do Victorii.
- Dziękuję. – Vicky miała ochotę krzyknąć mężczyźnie w twarz, że on ją nawet bardziej, ale ugryzła się boleśnie w język przywołując się do porządku. Nagle zza pleców Ricarda wyłoniły się dwie postacie. Kobieta szła pierwsza, minęła stolik Vicky i Ricarda dość szybkim krokiem, za nią kroczył powoli wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Victoria skupiła uwagę na jego twarzy i dech jej w piersi zaparło. Jej oczom ukazał się nie kto inny jak książę z granatowego porsche.
- Ricardo! – Książę na widok towarzysza Victorii wyraźnie się rozpromienił. Uśmiech miał olśniewająco piękny. Victorii zaparło dech w piersiach a na twarzy pojawił się rumieniec. Jej organizm reagował na tego mężczyznę z niewiarygodną gwałtownością.
- Cris! Co ty tu robisz?! – Ricardo wstał i uściskał księcia, który jak się okazało nazywał się Cris…Cristino.
- Przyszedłem pograć w piłkę i pobiegać między stołami. – Rzucił sarkastycznie Cristino.
- Dowcip jak zawsze tak samo cięty. – Podsumował Ricardo i obydwaj zaczęli się radośnie śmiać. Ich głosy odbijały się w uszach Victorii echem i dobiegały jakby z głębi studni. Serce dudniło jej w piersi jak oszalałe. Nie potrafiła się opanować, przywołanie do porządku nie wchodziło też w grę. Siedziała jak słup soli wpatrując się w nieoczekiwanego gościa.
- Nie przedstawisz mnie? – Książe spojrzał w końcu w stronę Victorii na co dziewczyna aż podskoczyła.
- Victoria, to Cristino, mój najlepszy przyjaciel. Cristino, to Vicky…moja, niedoszła ofiara. – Ricardo uśmiechnął się z przekąsem.
- Miło mi. – Cris wyciągnął w kierunku dziewczyny dłoń przeszywając ją spojrzeniem.
- Mi również. – Vicky zmusiła swoją prawą dłoń do ruchu, podniosła ją powoli i delikatnie położyła w dłoni Cristiana. Gdy ich dłonie się dotknęły, przeszył ją prąd a serce zamarło. Vicky spojrzała Crisowi w oczy. Na jego twarzy wymalowało się zaciekawienie, jego wzrok powędrował na ich złączone dłonie.
- Czyżby też to poczuł? – Zastanawiała się Victoria. Tak, musiał to poczuć, ten prąd. Nagle dłoń Crisa oderwała się od dłoni Vicky na co dziewczyna mimowolnie się skrzywiła. Nie umknęło to uwadze Cristino. Odpowiedział jej zawadiackim uśmiechem po czym zwrócił się do Ricarda.
- Miłego wieczoru i smacznego. Muszę iść bo mój kociak się obrazi, że tak długo pozwoliłem jej czekać. – Cris klepnął Ricarda w plecy.
- Kociak? – Pomyślała Vicky, zapomniała o dziewczynie, która szła przed Cristianem. Teraz dopiero jej postać powróciła do całkiem rozstrojonej podświadomości dziewczyny.
- Miło mi było, Victorio. – Cristino spojrzał na dziewczynę jeszcze raz i oddalił się powoli.
- Halo? Vicky? – Ricardo machał dziewczynie dłonią przed oczami.
- Tak? – Victoria wyglądała jak przebudzona z głębokiego snu.
- Dobrze się czujesz?
- ACH! – Krzyknęła, a Ricardo chwycił się teatralnie za serce.
- Chcesz mnie o zawał doprowadzić? – Posłał jej rozbawiony uśmiech.
- Przepraszam, zamyśliłam się. – Victoria zaczerwieniła się czując, że wraca z chmur do rzeczywistości. Ricardo przeprosił ją na moment i udał się do toalety, ona natomiast zbierała myśli. Jej dłonie drżały lekko a oddech był nierówny. Dziewczyna była przerażona swoją reakcją, nigdy przedtem nie czuła się tak wytrącona z równowagi. Jej wewnętrzny spokój został całkowicie zburzony przez jeden dotyk i dwa spojrzenia. Głos księcia nadal brzmiał w jej uszach. Vicky spuściła bezsilnie głowę czerwieniąc się jak nastolatka. Czuła się bezsilna, totalnie pokonana.
- Nie powinnam cię już nigdy więcej zobaczyć książę. Zabieraj swoje granatowe porsche i oby to spotkanie było naszym ostatnim. – Victoria mamrotała do siebie jak nawiedzona.
***
- Życie jest ciężkie, trudno jest być nastolatkiem w dzisiejszych czasach… - Antonio nadal pod wpływem alkoholu, prowadzony przez Lenę, wygłaszał swoje życiowe filozofie.
- Ta, szczególnie jak się dźwiga 70kg żywej wagi. – Bąknęła niezadowolona Lena.
- Chcesz mi przez to dać coś do zrozumienia? – Antonio zatrzymał się a Lena zaczęła go mimowolnie za sobą ciągnąć.
- Tak! Jeśli nie zaczniesz ruszać nogami, wyciągnę nóż, który zawsze trzymam w kieszeni i zdejmę z ciebie skalp! – Warknęła Lena.
- Przepraszam… - Antonio potulnie wsparł się na Lenie i wznowił marsz. Po około piętnastu minutach byli już pod domem. Zdyszana i zmęczona Lena zaprowadziła chłopaka do jego mieszkania. Otworzyła za niego drzwi i wręczyła mu klucz chcąc udać się do własnego mieszkania. Niestety Anto w swej alkoholowej słabości, pozbawiony wsparcia Leny, zatoczył się i wylądował na ziemi.
- O matko. – Lena westchnęła ciężko i pokręciła ze zrezygnowaniem głową.
- Pomożesz mi? – Antonio wyciągnął w stronę dziewczyny dłoń. Lena ponownie westchnęła i chwyciła jego dłoń w swoją pomagając mu wstać. Anto ponownie wsparł się na Lenie, zamknęli drzwi i udali się do pokoju Antonia.
- Cioteczki nie ma? – Zainteresowała się Lena.
- Pojechała do Barcelony, odwiedzić babcię. – Wybełkotał Anton lądując na łóżku.
- Dobrze, że nie widzi cię w tym stanie. – Lena założyła ręce na piersi gdy nagle poczuła dłonie Antonia na swojej talii. Chłopak chwycił ją w pasie i pociągnął w dół. Lena spadła bezpośrednio na niego. Ani jedno ani drugie nie powiedziało słowa, leżeli tak przez dłuższą chwilę patrząc sobie w oczy, ciszę przerwała Lena.
- Powinnam już… - Nie dokończyła bo Antonio dotknął delikatnie jej usta swoimi. Lena zamknęła oczy i poddała się chwili. Pocałunek był długi i namiętny, gdyby nie zapach alkoholu, który zakłócał nastrój, wszystko byłoby idealne.
- …Iść… - Dokończyła gdy usta Antonia oderwały się na moment od jej ust. W odpowiedzi chłopak przyciągnął ją do siebie bliżej sprawiając, że teraz Lena leżała pod nim a on na niej. Nachylił się lekko i pocałował dziewczynę ponownie. Lena czuła wszechogarniające motyle, które nie fruwały już tylko w brzuchu ale rozprzestrzeniły się po całym ciele, od czubka głowy po koniuszki palców. Jej policzki czerwieniły się uroczo, miała wrażenie, że jeśli zaraz nie przerwie tej sytuacji to za moment nie będzie możliwości odwrotu. Nagle Antonio zamarł i delikatnie osunął się przygniatając Lenę swoim ciężarem.
- Anto? – Lena mrugała oczami ze zdziwieniem. – Żyjesz? Antonio? – Dziewczyna przestała oddychać na moment, żeby sprawdzić czy chłopak zachował czynności życiowe. Ku wielkiej uldze okazało się, że Antonio oddycha i serce nie przestało mu bić. Lena z wielkim trudem wydostała się z pod niego, przewróciła go na plecy i stojąc nad łóżkiem schowała twarz w dłoniach.
- Co to miało być, cholera?! – Uderzyła się dość mocno w prawy policzek i westchnęła głośno. – Gdzie moja romantyczna randka?! – Dodała ze zrezygnowaniem. Przygryzła dolną wargę i wyszła z mieszkania, zamknęła drzwi od zewnątrz i wsunęła klucz przez szparę pod nimi. Czuła rosnącą złość i irytację. Wbiegła po schodach na górę, otwierając drzwi do swojego mieszkania, myślała, że zastanie ją pusty salon, myliła się jednak.
Głosuj (4)
Eboniczek 17:32:08 8/05/2011 [
Powrót]
Komentuj
Uwielbiam to czytać :D
ClaraMoonlight13 11:44:59 2/11/2011
http://ClaraMoonlight13.id.joe.pl/ IP: zalogowany
To się rozkręciło między Leną a Antoniem. Nie czytałam chyba ostatnich odcinków, ale nie pogubiłam się w całości. Zapraszam do mnie. Zaczynam pisać nową powieść
Cathie1996 08:52:28 6/07/2011
http://wedrujac-jako-ostatnia.wjo.pl/ IP: zalogowany
Witam suuuuuper, blog, jestem maniaczką czytania i załozyłam blog kilka dni temu i są tyko odwiedziny ale zero jakiego kolwiek kontaktu i brdzo prosze o pomoc w glosowaniu w ostatnio dodanej notatce mam dokładne informacje, myślę że cię zaiteresują link: http://tak-czy-inaczej.blog4u.pl/
pstryczka 11:32:05 19/06/2011
brak www IP: 77.114.189.252
Podstrona:
*1* /
2 /
3 /
4 /
5